Hałda fosfogipsu w Wiślince

Gdańsk, dnia 15 maja 2006 r
Zbigniew Bąkowski

Uwagi do "Ekspertyzy określającej stopień spełnienia standardów jakości środowiska w rejonie składowiska fosfogipsów w Wiślince", wykonanej przez zespół naukowców pod kierunkiem prof. Jana Hupki.

Do wyrażenia swoich uwag do opracowania zobligował mnie fakt, że w roku 2005 zapoznałem się z większością dostępnych opracowań na temat składowiska fosfogipsów w Wiślince. Opracowania te powstały na przestrzeni 36 lat użytkowania składowiska. Ogólny wniosek ekspertyzy, określający, że składowisko negatywnie nie oddziałuje na środowisko oraz jest należycie zabezpieczone i rekultywowane, mogliby wszyscy przyjąć z radością. Niestety analizując przedmiotową ekspertyzę, można dojść do wniosku, że mimo tak zacnego składu naukowego ekspertów, temat nie został potraktowany z należytą starannością i w dużym stopniu po prostu powierzchownie, co automatycznie czyni przedstawione wnioski niewiarygodnymi w stosunku do rzeczywistości. Zbyt dużo argumentów używanych w obronie GZNF wskazuje na zbyt mały obiektywizm zespołu ekspertów i potwierdza fakt, który podał dyrektor GZNF p. Wyganowski, że p. prof.Jan Hupka rozpoznawał sytuację zakładów fosforowych w USA za pieniądze GZNF. Gdyby taki fakt miał rzeczywiście potwierdzenie, to całkowicie eliminuje to niezależność przedmiotowej ekspertyzy.

Standardy jakości środowiska, rozumie się przez to wymagania, które muszą być spełnione w określonym czasie przez środowisko, jako całość lub jego poszczególne elementy.
W przedmiotowym opracowaniu nie spotkałem odniesienia  do ewentualnych standardów ustalonych dla rejonu składowiska i czy je kiedykolwiek ustalono. Jeżeli nie, to na jakiej podstawie można wnioskować, czy standardy są dotrzymywane, czy też nie. Z tego co mi wiadomo, trudno jest doszukać się tła standardów środowiska, jakie były w tym rejonie przed powstaniem składowiska.

W opracowaniu celowo pominięto historię powstania składowiska, a ten fakt ma istotne znaczenie do dalszych zaszłości związanych z funkcjonowaniem składowiska. Składowisko powstało na mocy decyzji o lokalizacji szczegółowej nr AB II 440/19/66 z dnia 10 marca 1966 r. wydane przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku, Wydział Budownictwa, Urbanistyki i Architektury oraz pozwolenia na budowę nr GW-II- 0531/115/67 z dnia 27 grudnia 1967 roku, wydane przez Prezydium WRN w Gdańsku, Wydział Gospodarki Wodnej i Ochrony Powietrza. Polecam lekturę tych decyzji i wyciągnięcie wniosków, czy składowisko, które miało być obiektem budowlanym, powstało zgodnie z tymi decyzjami. Jest to bardzo ważne z tego względu, że nie spełnienie obowiązków wynikających z tej decyzji dyskwalifikuje już na samym wstępie składowisko, jako obiekt budowlany. Wspomniana w ekspertyzie decyzja z Pruszcza Gdańskiego, można się domyślać dotyczy uchwały rady powiatowej o tymczasowym dopuszczeniu do składowania fosfogipsu na wyrobisku gliny w Wiślince, z założeniem ze składowisko zostanie zlikwidowane po wcześniejszym usunięciu z niego fosfogipsu, a teren wyrobiska zostanie zrekultywowany. W opracowaniu nie wspomina się o tym, że pierwsza strefa ochronna wokół składowiska powinna zostać wyznaczona, zaraz po rozpoczęciu eksploatacji. W tym miejscu należy dodać, że w poprzednim ustroju fosfogips zaliczany był do II grupy odpadów szkodliwych, dopiero w nowym ustroju, chyba na skutek transformacji, został zaliczony do odpadów nie niebezpiecznych. Strefę ochronną 300 m, zamiast 500 m, jak nakazywała decyzja, wyznaczono praktycznie dopiero w 1983 roku. po decyzji pozwalającej na podniesienie wysokości hałdy do 41 mnpt.
    W streszczeniu "ekspertyzy" podaje się, że do 2006 roku wykonano ponad 100 opracowań na temat wpływu składowiska na środowisko. Należy tu dodać, że wszystkie te opracowania wykonano za pieniądze GZNF, czyli podmiotu któremu zależy na udowodnieniu braku oddziaływania na środowisko. I tu również ciekawa rzecz, do roku 1991 w opracowaniach wykazywano negatywny wpływ składowiska na poszczególne czynniki środowiska, po tej dacie nastąpił "cud" i bez jakichkolwiek ulepszeń, hałda przestała negatywnie oddziaływać na środowisko. Może w tym wypadku przydała by się ekspertyza zespołu duchownych w celu uzasadnienia tego "cudu". Eksperci nie zwrócili również uwagi na to, że pomimo stu opracowań, brak jest w zasadzie możliwości porównania stanu środowiska w ciągu 36 lat istnienia hałdy, bo albo zmieniały się metody badawcze, miejsca poboru prób, ilość piezometrów od 70 do 5, albo inaczej interpretowano wyniki. I mimo, że opracowania wykonane są "na wysokim poziomie naukowym i technicznym" w praktyce mają niewielkie zastosowanie, oprócz podstawowego celu stawianego, czyli udowodnienia, że hałda nie szkodzi środowisku.
    Podawanie natomiast przykładu, że dowodem na brak oddziaływania jest uprawa zbóż, buraków cukrowych i pastewnych w strefie ochronnej jest karygodne, ponieważ w strefie ochronnej istnieją ograniczenia co do uprawy roślin konsumpcyjnych. Tu można jedynie wykorzystywać fakt, że w Polsce nie bada się zawartości w zbożach, burakach cukrowych fluoru, szkodliwych fosforanów bądź metali ciężkich. Zresztą ten fakt nie dziwi w naszym województwie, gdzie zboża konsumpcyjne uprawia się na 60 cm warstwie osadu ściekowego zmieszanego z popiołem lotnym(casus Ekopolgruntu). To mniej więcej tak, jakby właściciel samochodu przyznał się, że napędza silnik olejem opałowym.
    Powoływanie się na bytowanie w rejonie hałdy, dzikich zwierząt i ptaków jest już radosną twórczością zespołu. Po pierwsze nie wszystkie zwierzęta i ptaki mają szczególny instynkt samozachowawczy i wyczuwają zagrożenie poprzez wdychanie wolnych kwasów i fluoru, po drugie nie znamy dalszego losu tych zwierząt. Ja dodałbym fakt, że pan Plewczyński, zamieszkuje w rejonie oddziaływania hałdy od początku i dożył sędziwego wieku, ale za to jego zwierzęta i część sąsiadów już dawno nie żyje.
    Celem ekspertyzy, wg autorów jest szczegółowa analiza dokumentów dla określenia spełnienia standardów  jakości środowiska w rejonie składowiska, uzupełniającym czynnikiem są rozmowy z Dyrekcją GZNF. Czyli przekładając to na język potoczny, zespół przeanalizował dokumenty wykonane na zlecenie GZNF i uzgodnił swoje stanowisko z dyrekcją zakładów. Taki dokument na pewno jest obiektywną ekspertyzą, tylko dlaczego za pieniądze podatników? To znajduje potwierdzenie w dalszej części ekspertyzy. Zespół ekspertów nie przejął się opracowaniem,  ponieważ skorzystał z pozycji literaturowych zawartych w "Przeglądzie ekologicznym dla składowiska ..." wykonany przez PU OIKOS w Gdańsku, firmę która wykonała niejedno zlecenie GZNF. Nasuwa się pytanie po co więc ekspertyza, należało to skwitować stwierdzeniem, że przegląd spełnia wymagania ekspertyzy i oddać pieniądze na opracowanie wojewodzie.
    W "Istocie problemu" str.6 ekspertyzy, zespół kolejny raz udowadnia, że występuje przede wszystkim, jako adwokat GZNF. Stwierdzenie cyt." wielokrotnie pojawiały sie doniesienia prasowe, że hałda fosfogipsów naraża na choroby, w tym nowotworowe, znaczną część społeczności województwa pomorskiego! Zaznaczamy, że tak ciężkich oskarżeń ....." Moim zdaniem, aby obalić ten zarzut można by porównawczo, przedstawić sposoby zabezpieczenia, lokalizacji, monitorowania hałd tego typu na świecie, a chociażby tylko w Policach k., wytłumaczyć czemu amerykańska Agencja Ochrony Środowiska od wielu lat walczy z przemysłem fosforowym w USA o poprawę jakości środowiska, dlaczego nie zezwoliła na użycie fosfogipsu nawet jako podsypki pod budowę dróg w USA, czemu w Szwecji fosfogipsy składuje się w mogilnikach itp. Szanowni eksperci, nie można bez niezbitych dowodów naukowych zarzucać społeczeństwu, że jest złośliwe wobec GZNF.
    Powoływanie się na klasyfikację odpadów również nie jest dowodem na nieszkodliwość fosfogipsów, chemicy wiedzą o tym doskonale, że fosfogips, jako odpad określany jest razem z zawartością innych substancji i pierwiastków, nie jest substancją jednolitą, ponieważ jego skład zależy od surowca(apatyt, fosforyty różnego pochodzenia) oraz od metody produkcji. W związku z powyższym sklasyfikowanie go w jednej pozycji katalogu odpadów jest co najmniej nadużyciem. 
    Nieprawdziwe jest stwierdzenie, że superfosfat pojedynczy jest powszechnie dostępny dla celów rolniczych i rozprowadzany na polach. Należałoby tu dodać, że był, lecz ze względu na dużą pylistość, zawartość niekorzystnych składników, nie stosuje się go w rolnictwie, więc to również żaden dowód na nieszkodliwość fosfogipsów.
    Wysnucie na tej podstawie wniosku, że ewentualne zagrożenia dla środowiska nie mogą wynikać z natury chemicznej fosfogipsów, ale nagromadzeniem ich w jednym miejscu w dużych ilościach,  jest  prawdziwe jedynie w drugim członie. Przytoczę tu wnioski(pan prof. Hupka bywając w USA powinien je znać) na podstawie doświadczeń amerykańskich:
    1. Technologie przetwarzania mineralnych surowców fosforowych na nawozy mineralne uznać należy za jeden z największych paradoksów technologii chemicznej końca XX wieku. Mimo iż technologia ekstrakcyjna zużywa aż 67% produkowanego na świecie kwasu siarkowego, produktu chemicznego zajmującego I miejsce na liście TOP CHEMICALS, co prowadzi do powstawania blisko 130 mln ton odpadu fosfogipsowego rocznie, metodę tę zalicza się do grupy BAT (The Best Available Technologies). Ten przykład pokazuje jaki potężny wpływ na ustawodawstwo na świecie ma lobby fosforowe.
    2. Na Florydzie jest ok. 1mld ton fosfogipsów zgromadzonych na 20 składowiskach. Składowiska te nadzorowane są przez Florida Department of Enviroment. Od wielu lat trwają swoiste zmagania technologiczne z tym odpadem oraz organizacyjno-prawne zmierzające do uzyskania zgody US Enviroment Protection Agency na powszechne gospodarcze wykorzystanie. Zdaniem EPA rozpraszanie odpadu, zwiększanie jego powierzchni, spowoduje bardziej negatywne oddziaływanie na środowisko, niż profesjonalne składowanie na monitorowanych składowiskach. Teoretycznie istnieje możliwość umieszczenia tego odpadu na podłożach drogowych. W USA opracowano projekt i mimo dobrze udokumentowanego oddziaływania tych odcinków drogowych na środowisko, a zwłaszcza uzyskanie niezwykle korzystnych wskaźników ekonomicznych(koszt budowy podłoża z fosfogipsów stanowi 1/4 kosztu podłoża z tradycyjnych materiałów) rzeczoznawcy agencji EPA dyskwalifikują tę drogę utylizacji. Czy w takim przypadku, w warunkach amerykańskiej gospodarki rynkowej, można zarzucić amerykańskiej EPA złośliwość wobec przemysłu fosforowego. Jakimi argumentami musiała dysponować Agencja, żeby przeciwstawić się potężnemu i bogatemu lobby fosforowemu. Czy wyobrażacie sobie Państwo, że gdyby fosfogipsy nie były szkodliwe dla środowiska, Agencja mogłaby się temu przeciwstawić. Przytoczyć tu można opinię dr Marvina Resnikopffa, że program ten - budowa dróg z użyciem fosfogipsów - spowoduje globalne zwiększenie ryzyka na choroby nowotworowe("major public health disaster because it could cause thousand of cancers among unsuspecting citizens") . Za kolejny więc paradoks można uznać sytuację, że Agencja EPA celowo i skutecznie blokuje próby gospodarczego wykorzystania odpadu fosfogipsowego, nakładając jednocześnie nowe, bardziej rygorystyczne wymagania związane z funkcjonowaniem składowisk. W celu zmniejszenia ryzyka skażenia wód gruntowych US EPA wydała tzw. "phosfogipsum rule" (prawo fosfogipsowe - 1993 rok), określające tzw. The New Source Performence Standards(NSPS) w zakresie składowania fosfogipsu, nakładając na projektujących nowe składowiska obowiązek stosowania zabezpieczeń eliminujących przesiąkliwość i stosowanie tzw. impermeble liners. To wszystko świadczy o tym, że w USA nie dyskutuje się nad tym, czy składowiska i fosfogips są szkodliwe i oddziaływują na środowisko, tylko nad tym, jak ograniczyć szkodliwe oddziaływanie na środowisko. Tu przypisek autora, że przez oddziaływanie na środowisko, rozumie się również oddziaływanie na ludzi, w Polsce również(zapis w Prawie ochrony środowiska). Nasuwa się więc pytanie, czy Pan prof. Hupka, bywając w USA nie zauważył tego, czy też uważa, że społeczeństwo amerykańskie zasługuje na lepszą ochronę niż społeczeństwo polskie.
    Na stronie 9 ekspertyzy, znowu mamy przykład tłumaczenia GZNF. Podając zawartość metali ciężkich w fosforytach i ich związkach, przeciwstawiono temu graniczne zawartości w glebach wg. rozp. MŚ z 2002 roku w sprawie standardów jakości gleb oraz standardów jakości ziemi. Nic z takiego porównania nie wynika, chyba tylko to, że zespół chce udowodnić, że zanieczyszczone gleby można zastąpić fosfogipsem i wtedy zawartość metali ciężkich w glebach obniży się. Należałoby przytoczyć zawartości tych metali w tle lub rzeczywiste zawartości w glebach w rejonie hałdy i przeprowadzić analizę porównawczą, czy ta zawartość w ciągu 36 lat ulegała zmianie. Dla przykładu zawartość kadmu w glebach rejonu hałdy waha się w granicach od 0,1 do 0,24 mg/kg, więc jest kilkadziesiąt razy niższa niż w fosfogipsach. Aby wykazać, że zanieczyszczenie gleby kadmem wzrosło  z 0,1 do 0,3 mg/kg, trzeba by wprowadzić do gleby od 500 do 1000 ton fosfogipsów na hektar. Posługiwanie sie więc maksymalnymi standardami zanieczyszczonych gleb w przypadku oddziaływania na środowisko emisji niezorganizowanej jest pozbawione sensu. Idea ochrony środowiska stosowana w Unii Europejskiej i obecnie w Polsce mówi, że oddziaływanie na środowisko nie może pogarszać jego stanu sprzed powstania inwestycji. Kadm jest pierwiastkiem zaliczanym do rakotwórczych, więc jego emisja do środowiska nawet w najmniejszych ilościach jest niedozwolona.Widocznie w naszym województwie obowiązuje taka interpretacja przepisów prawnych, bo podobną zasadę stosowano w przypadku wywożenia na gleby Żuław osadów ściekowych i popiołów lotnych. Udowadniano również, że zastosowanie tej mieszanki w ilości 6000 ton/ha (warstwa 60 cm) nie pogarsza standardów jakości gleb. Rzeczywiście bo w tym przypadku nową warstwą glebową jest warstwa popiołów i osadów ściekowych. Taką interpretacją przepisów, zasady ochrony środowiska można doprowadzić jedynie do absurdów. Szanowni eksperci powinni wiedzieć, że w przypadku wprowadzania jakichkolwiek substancji do gleb, posługujemy się dozwolonymi dawkami na hektar, które nie mogą pogarszać jakości gleb oraz niekorzystnie wpływać na rośliny. Wiadomy jest w tym przypadku fakt, że do końca lat osiemdziesiątych znaczna część zanieczyszczonych odcieków z hałdy przedostawała się systemem melioracyjnym do gleb, w późniejszych latach również notowano przypadki przecieków przez tzw. korki ziemne w rowach. Również emisja do powietrza w postaci pyłów i gazów jest potwierdzona, to wszystko przecież opadało na gleby. Te dwie drogi przenoszenia na pewno wpływały negatywnie na jakość gleb. Mam tu uzasadnione podejrzenia, że m.in. z tego względu nie można znaleźć w dokumentach pomiarów tła. Mając realne tło dla tych terenów przed rozpoczęciem eksploatacji składowiska, można by udowodnić, że do gleb przedostać się mogło nawet kilkaset ton fosfogipsów na hektar.
    Bardzo swobodnie zrobiono ocenę za i rozładunku  oraz transportu fosfogipsów na składowisko, uznając, że 20% zawartości wody jest wystarczającym elementem zapobiegającym rozsypywaniu się oraz pyleniu fosfogipsów. W szeregu protokółach Inspekcji Ochrony Środowiska wskazywano, że na tym etapie powstają duże zagrożenia dla środowiska począwszy od rozsypywania przy załadunku przy nadbrzeżu w GZNF - dopiero po kilku interwencjach Inspekcji, zakład częściowo zhermetyzował załadunek przez wykonanie rękawów do koszów zasypowych, co faktycznie na tym etapie ograniczyło rozsypywanie i pylenie. Muszę tu dodać, że udokumentowane straty przy rozładunku fosforytów w porcie, sięgały 1% rocznie- przy rozładunku dochodzącym do 1mln ton rocznie - daje to 10 000 ton fosforytów, które przedostawały sie do środowiska, przede wszystkim wodnego. Oprócz tego zakłady, wg, raportu helsińskiego już w 1983 roku oficjalnie w wodach poprodukcyjnych wpuszczały do Bałtyku średnio od 4500 do 6000 ton związków fosforu rocznie(17% całego zanieczyszczenia Bałtyku związkami fosforu), więcej niż Wisła. Skutki tego zanieczyszczenia odczuwać będziemy jeszcze przez kilkadziesiąt lat(np. sinice, 1g fosforu w wodzie może powodować przyrost 40 g masy organicznej).
    W opracowaniu nie wyjaśniono sprawy, celowo ją pomijając, daty rozpoczęcia faktycznego składowania fosfogipsów w Wiślince. Mówi się tu o roku 1969, data rozpoczęcia produkcji, natomiast z kilku protokołów PIOŚ wynika, że faktyczne składowanie rozpoczęto w 1972 roku. Czyżby wszystkie fosfogipsy do tego roku zostały utopione w Bałtyku. jakie skutki powodowało topienie w Bałtyku, polecam lekturę archiwów Morskiego Instytutu Rybackiego.  Zakład oficjalnie przyznaje się do utopienia kilkudziesięciu tysięcy ton.   W tym wypadku też można by udowodnić brak negatywnego oddziaływania fosfogipsu na środowisko wodne?
    W ekspertyzie nie podaje się, że GZNF nigdy nie sporządził raportu oddziaływania na środowisko dla fazy załadunku, transportu odkrytymi barkami oraz rozładunku na składowisko. W raportach WIOŚ spotykamy stwierdzenia, że wielokrotnie oczyszczano koryto Martwej Wisły z nagromadzonych tam fosfogipsów, które spadły do wody przy rozładunku. Niewiele pomogło tu betonowe nadbrzeże, jeżeli w dalszym ciągu rozładunek odbywa się przy pomocy chwytaka.  Należy tu również podać skalę transportu, do początku lat dziewięćdziesiątych dziennie transportowano od kilku do kilkunastu tysięcy ton(rocznie do 644 tys. ton), więc problem nie jest marginalny, bo zakładając tylko 1% ubytku w tej fazie otrzymujemy, że do środowiska w sposób niekontrolowany przedostawać się mogło ponad 6000 ton fosfogipsu rocznie. Trudno sobie wyobrazić, że bez skutków ubocznych.
    Następna faza to transport odkrytym taśmociągiem, długości ponad 1 km na hałdę i rozpychanie za pomocą spychaczy. tu również brak zabezpieczenia i narażenie na działanie warunków atmosferycznych. Zespół ekspertów powinien wizję terenową wykonać w słoneczny, wietrzny dzień i wtedy może wnioski byłyby  zupełnie inne, bo niestety w takich warunkach fosfogips jest silnie pylący. Tu dodam, że w 1986 roku w zaleceniach pokontrolnych PIOŚ, znalazło się zalecenie o konieczności przykrycia taśmociągu i uszczelnienia fazy rozładunku. jak widać do dnia dzisiejszego GZNF nie wywiązał się z tego obowiązku.
    Bardzo powierzchownie w ekspertyzie potraktowano problem zabezpieczenia hałdy przed odpływem wód odciekowych, uznając dotychczasowy system za wystarczające zabezpieczenie. Wody odciekowe, to najpoważniejszy problem, po pyleniu. Łącznie na składowisku powstaje średniorocznie do 200 000 m3 wód odciekowych. Wg. analiz wody te charakteryzują się kwaśnym odczynem i zawierają: fluorki od 40 - 800 mg/dm3(dopuszczalna zawartość fluoru w wodach w Polsce wynosi 2mg/dcm3, w USA 0,7 mg/dcm3), fosforany PO4 - 7000 - 48000 mg/dcm3(są to w większości ponad 90% związki fosforu nierozpuszczalne w wodzie i nieprzyswajalne dla roślin), siarczany SO4 - do 3000 mg/dcm3 oraz metale Fe, Mn, Zn, Cd, Ni, Cr i pierwiastki radioaktywne.Oznacza to , że tą drogą do środowiska może przedostać się rocznie nawet 160 ton fluoru, 4800 ton fosforanów, w tym wolny kwas fosforowy, 600 ton siarczanów, w tym wolny kwas siarkowy. Jeżeli wg. ekspertów taka ilość jest nieistotna dla środowiska, to można tylko pogratulować dobrego samopoczucia.
    Ekspertom polecam przekrój hydrogeologiczny (wykonany przez jednego z ekspertów p. B. Kozerskiego) z początku lat osiemdziesiątych, później z niewiadomych względów takich przekrojów nie wykonano. Konieczność aktualizacji przekroju hydrogeologicznego, wynika ze skutków nacisku zgromadzonego na hałdzie 16 mln ton fosfogipsu, nacisk na 1m2 może dochodzić nawet do 90 ton, na podłoże pod hałdą. Fosfogips, bez żadnych zabezpieczeń od spodu, został złożony na wyrobisku po glinie, którą wybrano łopatami do "czysta", bezpośrednio na piaskach drobnych i namułach holoceńskich, które są podłożem przepuszczalnym i niestabilnym. Poziom wód podziemnych w tym miejscu waha sie od 6 - 15 m, czyli praktycznie brak jest naturalnych ograniczeń przed przenikaniem odcieków z hałdy do tych wód. Z przekroju wynika również, że co prawda częściowo od Martwej Wisły poziom od -2 - +1 m hałda odgrodzona jest mułkami holoceńskimi, jednakże zarówno wał, jak i rowy opaskowe to fosfogipsy, również rowy opaskowe(melioracyjne) usytuowane są na podłożu piaskowym, co na pewno nie stanowi zabezpieczenia przed przeciekami. Wykazała to już ekspertyza Politechniki Gdańskiej z 1978 roku(hałda w tym czasie miała wysokość 15 m), gdzie wykazano negatywne oddziaływanie na wody podziemne w odległości do 1000 m od hałdy, w okresie późniejszym takich badań nie prowadzono, a jedynie liczbę piezometrów zredukowano z kilkudziesięciu do pięciu i to usytuowanych  nie w tych miejscach, gdzie by to wynikało z potrzeb.
    Zabezpieczenie rowów "korkami" z utworów ilastych jest nieskuteczne, co potwierdzają częste przecieki. Często niedziałająca przepompownia odcieków nie zabezpiecza dostatecznie w okresach deszczowych przed przelewaniem się wód z rowów wewnętrznych do systemu melioracyjnego. Zresztą wszystko to są działania pozorne, ponieważ i tak odcieki zbierane w zbiorniku retencyjnym nie były i nie są unieszkodliwiane. Natomiast odcieki te, po wypełnieniu zbiornika po prostu wylewały się na Żuławy lub były przepompowywane do Martwej Wisły(czy eksperci zauważyli rurociąg do przepompowywania?). Do Martwej Wisły odcieki przedostawały się i przedostają (zobacz zdjęcie satelitarne) przez przerwany wał. Skandalem jest, że przez 36 lat, znając szkodliwy skład odcieków nie doprowadzono do ich właściwej utylizacji.
    Eksperci również odnosząc się do radioaktywności fosfogipsów, powinni odnieść się do tego, jakie zagrożenie stanowią pierwiastki promieniotwórcze przemieszczające się do środowiska przez pylenie i wody. Przecież będąc częścią pyłu zawieszonego przedostają się do płuc i kumulują w organizmie. Tłumaczenie, że superfosfat jest bardziej promieniotwórczy niż fosfogipsy jest w tym kontekście nietrafione Oczywiście oddzielnym zagadnieniem jest sprawa, kto dopuścił do powszechnego stosowania produkt z dużą promieniotwórczością. Superfosfat może być groźny dla rolnika, który magazynuje go przez zimę w większych ilościach (najwyższe promieniowanie stwierdzono w magazynach superfosfatu). Natomiast superfosfat wysiewany na pola, może po pewnym czasie spowodować kumulacje pierwiastków promieniotwórczych w glebie lub roślinach. Ale to już jest sprawa Ministerstwa Rolnictwa, które dopuszcza takie nawozy do stosowania.  Na szczęście obecnie w polskim rolnictwie zużywa się bardzo mało superfosfatu.
    Oddzielnym zagadnieniem jest sprawa rekultywacji hałdy. Już w latach osiemdziesiątych, próbowano hałdę rekultywować metodą tzw. hydroobsiewu, wykonano ok. 12 ha, lecz bez oczekiwanych rezultatów. Następnie w latach 1999 - 2005 "rekultywowano" hałdę osadami ściekowymi z oczyszczalni "Zaspa" i "Wschód" powołując się na projektu PU OIKOS w Gdańsku.  Odsyłam ekspertów do zatwierdzonej wersji projektu, gdzie założono dzienne mieszanie w betoniarce 1,5 tony osadu z 1,5 tony wody dodanie mieszanek traw i rozprowadzanie na powierzchni hałdy. Tym sposobem można by rocznie wykorzystać ok. 400 ton osadów ściekowych, czyli przez pięć lat stosowania ok. 2000 ton, czym więc można wytłumaczyć, że na hałdę w tym okresie wywieziono ponad 100 tys. m3 osadów. Decyzja Wojewody Pomorskiego nr ŚR/Ś.III.EŻ/6620-60/04 z dnia 01.07.2004 roku na wytwarzanie odpadów dla GZNF , powołując się na zgodność z projektem rekultywacji?!, zezwala na dalsze 20 000 m3. Wg projektu potrzeba na taką ilość ok. 35 lat, natomiast decyzja ważna jest 10 lat. I ta decyzja w uzasadnieniu tego sposobu rekultywacji i zarazem odzysku osadów ściekowych powołuje się na załącznik nr 5 do ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 roku o odpadach(Dz.U. Nr 62 z 2001 roku, poz. 628 z póź. zmianami) odzysk ten oznaczony został symbolem R10- rozprowadzanie na powierzchni ziemi, w celu nawożenia lub ulepszania gleby lub rekultywacji gleby i ziemi. W tym miejscu zadam pytanie: jeżeli powierzchnia składowiska nie jest powierzchnia ziemi, jak twierdzą w ekspertyzie na str. 15, to w takim razie decyzja niezgodna jest ze stanem  faktycznym i tym samym powinna być nieskuteczna, po drugie jeżeli już zastosowano osady ściekowe na powierzchni składowiska, to nie jest to odzysk, a składowanie odpadu na odpadzie, za co GZNF powinno odprowadzić stosowną opłatę, a nie pobierać dodatkowe pieniądze za odzysk. Już ta sprawa nadaje się do postępowania prokuratorskiego, ponieważ świadomie następuje uszczuplenie kasy państwowej z opłat za składowanie odpadów.
    To nie jest jedyny problem składowania osadów ściekowych na składowisku fosfogipsów, osady ściekowe ze względu na zawartość w nich metali ciężkich, jaj pasożytów jelitowych oraz bakterii rodzaju Salmonella, podlegają szczególnym przepisom prawa, poświęcony jest temu oddzielny art.43  w ustawie o odpadach oraz rozporządzenie Ministra Środowiska z 01.08. 2002 roku w sprawie komunalnych osadów ściekowych. W art. 43 możemy  wyczytać: zakazuje się stosowania komunalnych osadów ściekowych m.in.w pasie gruntu o szerokości 50 m bezpośrednio przylegającego do brzegów jezior i cieków, na terenach zalewowych, czasowo podtopionych i bagiennych, na gruntach rolnych o spadku przekraczającym 10%, na terenach objętych formami ochrony przyrody (Park Krajobrazowy Żuław). W rozporządzeniu o komunalnych osadach ściekowych ich wykorzystanie ograniczone jest dawkami, jakie można zastosować oraz ilością metali ciężkich jakie mogą być wprowadzone do gleby w ciągu roku. I te warunki w przypadku składowiska fosfogipsów nie zostały dotrzymane. Podstawowym wymogiem poprawnie przeprowadzonej  rekultywacji jest wytworzenie warstwy glebowej i trwałej okrywy roślinnej. Sam osad ściekowy nie jest w stanie wytworzyć warstwy glebowej, a jedynie pod wpływem warunków atmosferycznych zmineralizuje się i w stanie suchym jest bardzo pylący. Jeżeli eksperci zwrócili uwagę na fakt, że od roku 2003 do 2004 zmierzony opad pyłu w rejonie hałdy wzrósł trzykrotnie, czyż nie jest to efekt pylenia zmineralizowanych osadów ściekowych z hałdy, które pod względem zawartości rakotwórczych metali ciężkich i rtęci są znacznie groźniejsze od fosfogipsów. Hałdy w miejscach, gdzie zastosowano osady ściekowe nie pokrywa trwała okrywa roślinna, a jedynie w okresie wiosennym i wczesnego lata porastają rośliny jednoroczne z przewagą przytulii czepnej, lebiody, rzepaku itp., brak jest natomiast traw, które wg. projektu miały być dodane do mieszanki osadów z wodą. O tym, że osad nie wytworzył warstwy glebowej, świadczą duże powierzchnie, gdzie woda opadowa i wiatry usunęły osady z fosfogipsu.
    Ekspertom polecam lekturę Zeszytu Inżynierii Środowiska nr 9, gdzie pan prof. Jan Siuta bardzo dobrze interpretuje przepisy dotyczące wszelakiego stosowania osadów ściekowych. To jest ten sam profesor, na którego opracowanie powołują się eksperci w sprawie rekultywacji hałdy, który tym razem za pieniądze GZNF, diametralnie zmienia swoje poglądy na ten temat głoszone wcześniej. Należałoby spytać, która opinia profesora jest prawdziwa.
    W odniesieniu do wód podziemnych, eksperci wykluczają nie podając na jakiej podstawie zanieczyszczenie tych wód fluorem z fosfogipsów, a przytaczają anomalię żuławską.  Stwierdzono obecność podwyższonej zawartości fluoru w wodach kredowych, hipoteza pochodzenia tego fluoru wskazuje na złoża fosforytowe, pytanie do ekspertów jak można odróżnić fluor pochodzący z naturalnych złóż od fluoru pochodzącego z fosfogipsów. Jeżeli istnieje migracja wód odciekowych z hałdy zanieczyszczonych znacznie fluorem, to skąd pewność że fluor ten nie przedostaje się do wód podziemnych i się nie przemieszcza. Następne pytanie: dlaczego zrezygnowano z oznaczania zawartości fosforanów, które w większości nierozpuszczalne w wodzie, mogą charakteryzować wody podziemne zanieczyszczone fosfogipsami. Dlaczego, wody z nadmiarem fluoru w ostatnich latach zanieczyszczają ujęcia wody pitnej w gminie Cedry Wielkie i grożą tym, że pojenie krów tą wodą zdyskwalifikuje jakość mleka. To nie jest zjawisko z lat pięćdziesiątych.
    W ekspertyzie twierdzi się, że badania składu chemicznego wód górnego i dolnego poziomu są trudne do bezpośredniego porównania z obserwacjami sprzed lat z uwagi na zmianę lokalizacji piezometrów i ich głębokości, co jest prawdą. Nie uzasadniono ani likwidacji piezometrów ani lokalizacji w to miejsce pięciu nowych. Skąd więc podstawy stwierdzenia, że skład chemiczny wód podziemnych nie uległ wyraźnym zmianom. Jaka jest skala tych wyraźnych, czy niewyraźnych zmian.
    Na stronie 22 znajdujemy akapit mówiący:" odcieki z hałdy przedostają się do środowiska wraz z opadami atmosferycznymi, z których część spływa po jej powierzchni, część infiltruje do fosfogipsów, a część odparowuje z powierzchni hałdy, bądź z wód zawartych w rowie opaskowym i zbiorniku retencyjnym" i to jest stwierdzenie prawdziwe, które podważa stwierdzenie tych samych ekspertów, o prawidłowym zabezpieczeniu hałdy.
    Wody Martwej Wisły nie są regularnie badane przez WIOŚ w Gdańsku, wykonano jedynie sporadyczne badania, które pokazują stan na daną chwilę poboru prób. Wiadomo natomiast, że następuje sedymentacja odcieków i osadzanie części nierozpuszczalnych na dnie rzeki. Badania takie powinno się przeprowadzać po każdym większym opadzie atmosferycznym, podobnie w rowach melioracyjnych. I tu również ciekawostka bada się tylko zawartość fluoru w wodzie.
    Twierdzenie, że badania powietrza prowadzone w obrębie składowiska nie wykazały ponadnormatywnych wartości zanieczyszczeń poza strefą, oznacza to , że na granicy 300 metrowej strefy ochronnej nie obserwuje się pylenia. Przeczy temu zapis w protokołach kontroli PIOŚ, który już w latach osiemdziesiątych, kiedy hałda była niższa, stwierdził: "największe pylenie występuje w bezpośrednim sąsiedztwie rozładunku z barek do leja. Maksymalny opad pyłu w rejonie składowiska fosfogipsu dochodzi do 500 Mg/km2/rok, na pozostałym terenie poziom ten jest niższy 250Mg/km2/rok. W latach osiemdziesiątych i początku lat dziewięćdziesiątych notowano wielokrotnie przekroczenie zawartości fluoru w powietrzu w rejonie składowiska.
 

    Podsumowanie.

    Ekspertyza jest kolejnym opracowaniem, które nie wnosi nic nowego do cyklu opracowań na temat fosfogipsów, i tym samym dokłada się do " ogromu wysiłków i poniesionych kosztów włożonych dotychczas w sprawdzenie, czy hałda fosfogipsów w Wiślince nie zagraża bytowaniu ludzi i zwierząt". Jest to poniekąd efekt wykorzystania do ekspertyzy opracowań, które wykonywano na zlecenie GZNF w celu udowodnienia, że składowisko nie oddziaływuje na środowisko. Materiał dowodowy przedstawiony w ekspertyzie jest nieprzekonujący i nie tłumaczy dlaczego ludzie narażeni na oddziaływanie hałdy częściej zapadają na fluorozę, choroby nowotworowe i inne, a zwierzęta gospodarskie już dawno przestały w tym rejonie bytować. Jedynie nieliczne ptactwo domowe wykazuje objawy fluorozy, a w skorupkach jaj jest kilkakrotnie więcej fluoru niż w skorupkach jaj z innych terenów. Czy liczne dowody wskazujące na zwiększoną zawartość fluoru i fosforanów w wodach powierzchniowych, podziemnych, glebie oraz powietrzu to nie dowody na negatywne oddziaływanie hałdy.
    Nie trzeba w tym miejscu udowadniać, że odpad fosfogipsowy jest szkodliwy dla środowiska i ludzi, przez co nie można go wykorzystywać gospodarczo, za taki jest uznawany w USA, krajach europejskich. Składowanie to jedyny wymyślony sposób jego utylizacji, natomiast warunki jakie musi spełniać składowisko są coraz bardziej w świecie zaostrzane. Gdyby był to odpad nieszkodliwy nikt w krajach kapitalistycznych nie zgodziłby się na kosztowne inwestycje zabezpieczające.
    W przypadku składowiska w Wiślince, które według prawa nie jest nawet obiektem budowlanym, które tym samym nie posiadało i nie posiada podstawowych zabezpieczeń przed warunkami atmosferycznymi: opadami, wiatrem, w tym częstymi w tym rejonie silnymi bryzami, słońcem.Brak właściwego zabezpieczenia i zagospodarowania powstających odcieków jest niewytłumaczalnym lekcje ważeniem środowiska i ludzi. Dodatkowo przez tzw. "rekultywację" hałdę szkodliwych fosfogipsów przykrywa się równie niebezpiecznymi dla ludzi i środowiska osadami ściekowymi.
    Stwierdzenie, że składowisko posiada uregulowany stan prawny i prowadzone jest stosownie do zarządzeń administracji wojewódzkiej i zgodne z przepisami ochrony środowiska jest bezpodstawne. Począwszy od pierwszych decyzji lokalizacyjnych, budowlanych, wyznaczających strefę oraz licznych  środowiskowych, GZNF nie wykonywały obowiązków z nich wynikających. Decyzja o rekultywacji jest niezgodna z projektem i obowiązującym prawem, czyli faktycznie jest nieważna, nieważna jest także decyzja na monitoring. Nigdy nie nałożono obowiązków pomiarów wysokości hałdy, stopnia osiadania hałdy, nie zbadano skutków osiadania gruntów pod hałdą, należycie nie przebadano mieszkańców narażonych na oddziaływanie hałdy. Gdyby w 1983 roku nie wykwaterowano część mieszkańców z 300 metrowej strefy, dziś by udowadniano, że nie ma takiej potrzeby.
    Kuriozalne jest  przy tym stwierdzenie ekspertów cyt." prowadzenie obserwacji i badań w rejonie hałdy fosfogips jest konieczne z uwagi na fakt, że wyniki systematycznych, udokumentowanych obserwacji stanowić będą najważniejszy argument w wywoływanej  co jakiś czas - niekiedy koniunkturalnie - dyskusji. Pozwoli to uniknąć angażowania licznego grona ekspertów, administracji samorządowej i polityków, a zarazem zapobiegnie wymuszaniu środków finansowych od GZNF, urzędów państwowych i i samorządowych za stan środowiska". Dziwnie to brzmi u ekspertów, którzy zainkasowali pieniądze społeczne w obronie GZNF zajmując "obiektywne" stanowisko, którzy nie wnosząc nic nowego do sprawy, prowokują do "wymuszania" kolejnych pieniędzy. Nie to stwierdzenie było istotą opracowania.
    O wysokim poziomie opracowania i trosce autorów o środowisko świadczą zalecane działania badawcze:
    ad. a to zalecenie powtarzane jest od co najmniej 1988 roku,
    ad. b bilans sporządzany powinien być od dawna w ramach monitoringu, ale wtedy trzeba by się przyznać, że wszystkie odcieki wraz zanieczyszczeniami trafiają do środowiska bez utylizacji,
    ad. c co tu wyjaśniać, jest to konsekwencja przenikania odcieków do środowiska,
    ad. d niepotrzebny wydatek, i tak widać kiedy odcieki przeleją się na Żuławy lub zostaną odpompowane do Martwej Wisły, gdzie się zutylizują,
    ad. e czyżby te pomiary miały służyć wyjaśnieniu, jaki procent odcieków trafia do zbiornika, a ile bezpośrednio do środowiska,
    ad f następne zbędne badania, przecież eksperci wiedzą, że woda dostająca się do wnętrza hałdy nie musi przenikać przez fosfogipsy, lecz znajdzie przejście przez spękania i szczeliny, fosfogipsy nie zatrzymają wody wewnątrz hałdy. Gdyby tak było to hałda przy ulewie rozpłynęłaby się,
    ad g to jest dobry punkt, tylko trudny do wykonania. Trzeba by zatrudnić specjalistów, osiedlić ich n na hałdzie(dodatkowe doświadczenie) w celu stwierdzenia, że po bytowaniu na hałdzie zwierzęta zapadają na łamliwość kości, wypadanie piór i sierści itp. Przecież takie badania przeprowadzono na zwierzętach domowych bytujących w sąsiedztwie hałdy. Eksperci zamiast zimą, wizję lokalną powinni przeprowadzić w słoneczny dzień i nawdychać się fluoru, kwasu fosforowego, kwasu siarkowego, pyłu i wtedy wydać oświadczenie,
    ad. h wstęp na teren składowiska powinien być zabroniony ze względów bezpieczeństwa zdrowia, uszkodzenia korków nie są dziełem ludzi, lecz natury: jak się nie odpompuje nadmiaru wód odciekowych to one siłą grawitacji przerwą korki,
    ad. i badania są pożądane, chociaż i tak nikt nie uwierzy w możliwość wykorzystania 16 mln ton fosfogipsów, więc może lepiej pogodzić się z obecnością hałdy i zneutralizować jej oddziaływanie na środowisko przez odpowiednie, skuteczne zabezpieczenie, może wtedy eksperci przestaną wyciągać pieniądze od GZNF.