Ekolodzy:
To przez Fosfory pomorzanie dwa razy częściej chorują na raka
Irena Łaszyn, Dziennik Bałtycki,
04.05.2007
Z
jednej strony zielona, z drugiej – brudnobiała. Nasze Kilimandżaro,
mówią mieszkańcy podgdańskiej Wiślinki i Wyspy Sobieszewskiej. Ni to
złośliwie, ni to pieszczotliwie, bo górę fosfogipsów widzą z okien, w
jej cieniu muszą żyć. Niektórym się to udaje od 38 lat. Składowisko
powstało w 1969 roku, w miejscu wyrobiska po byłej cegielni.
-
Zanim urosła hałda, pięknie tu było jak w raju – opowiada Helena Maro,
lat 86, która do góry ma najbliżej, jakieś 320 metrów. – Glinianka jak
jezioro, robotnicze domki, sklepy, świetlica, kino objazdowe raz w
tygodniu. Gliniankę zasypali, ludzi wykwaterowali, osiedle zburzyli. I
teraz pustynia się zrobiła, nie ma do kogo gęby otworzyć.
Syn
Waldemar mieszka w rozpadającej się chałupce obok, ale z nim nie
pogadasz. Gdy dostał raka krtani, wszystko mu wycięli i wstawili rurkę,
chłop stracił mowę. Konwersacja wykluczona, chyba że coś czasem na
kartce napisze.
- Nawet żona go zostawiła, bo po co
kobiecie chłop, który nie gada – tłumaczy pani Helena.
Waldemar
Maro ma sześciu synów, ale prawie wszyscy porozjeżdżali się po świecie,
nikt młody i normalny nie chce mieszkać na takim odludziu.
- Przez
Fosfory to wszystko – pani Helena nie ma złudzeń. – Waldek 35 lat u
nich robił, w masce przeciwpyłowej, aż zachorował. Dostał rentę na
półtora roku, a teraz znowu każą mu przed komisją stawać, tak jakby
tego raka nagle zgubił.
Na początku lat
80., gdy inspektor
sanitarny wytyczał strefę ochronną dla hałdy, dom Heleny Maro znalazł
się nieoczekiwanie poza strefą.
- Czy może być granica w
powietrzu? – pyta retorycznie.
Tu
strasznie się zrobiło. Woda w rowach jak spienione mleko. Krowy, które
ją piły, zaczęły chorować, przestały się zacielać. Musiała się ich
pozbyć. Pewnie, że protestowała. Zwłaszcza że sąsiedzi wyprowadzali się
jeden za drugim. Gdy jeszcze istniała partia, wiadomo jaka, chodziła
tam na skargę. Obiecali inne mieszkanie, ale go nie dali. Pewnie nie
zdążyli, bo potem nastała „Solidarność”. I już nie było do kogo się
udać.
- A teraz, to już sama nie chciałabym się przeprowadzać
–
wyznaje. – Stara jestem, każdy dzień liczę. No i pieniędzy nie mam. Kto
nie ma pieniędzy, musi umierać.
Górotwór i hałdotwór
Międzynarodowa
organizacja Greenpeace oraz ruchy ekologiczne z Trójmiasta
wypowiedziały Gdańskim Zakładom Nawozów Fosforowych wojnę. Rozpoczęły
ją od ogłoszenia raportu, który wykazuje, że zakład truje mieszkańców i
środowisko naturalne.
- Fabryka emituje do atmosfery związki
fluoru,
które mają działanie rakotwórcze – dowodzi Łukasz Supergan z
Greenpeace, autor projektu. – W Pomorskiem zachorowalność na nowotwory
jest dwa razy wyższa niż średnia krajowa. W gminie Pruszcz Gdański, na
terenie której znajduje się hałda fosfogipsów, aż trzy razy. Okoliczni
mieszkańcy cierpią na astmę, nieżyty dróg oddechowych, fluorozę,
choroby układu kostnego.
 Stanisława
Piotrowska: - Gdy wiatr wieje to trzeba się od hałdy plecami odwracać. |
Zdaniem
ekologów, hałda truje, pyli i
przecieka. Fosfogipsy i odpady stałe z oczyszczalni ścieków, którymi –
pod pozorem rekultywacji – są przykrywane fosfogipsy – zanieczyszczają
wody gruntowe i glebę. Dlatego ekolodzy domagają się jej
natychmiastowego zamknięcia i zabezpieczenia. Żądają też, by zakład
zaprzestał produkcji kwasu fosforowego, który jest źródłem wszelkiego
zła. Fosfory potrzebują go do wytwarzania superfosfatu potrójnego.
Fosfogips, to siarczan wapnia, produkt uboczny, czyli odpad. W trakcie
produkcji jednej tony nawozów sztucznych, powstaje 4-5 ton odpadów.
Góra
fosfogipsu waży już 17 mln ton.
„Górotwór
złośliwy” i „Hałdotwór złośliwy” – mówią o niej ekolodzy. Takie też
napisy umieścili na tabliczkach, z którymi parę dni temu wyszli na
ulice Gdańska. Żeby przeciwko trucicielowi zaprotestować.
-
W fosfogipsach jest uran, rad, fluor, cynk i ołów – przypominali. –
Szkodliwe związki stanowią w hałdzie pięć procent.
Aleksander
Hnatiuk, chemik, który w Fosforach pracuje od 40 lat, na manifestację
wybrał się incognito. W pyskówki nie zamierzał się wdawać, ale
argumentów ekologów chciał posłuchać. Same ogólniki i populistyczne
hasła, skwitował.
Słowotwory na transparentach trochę go
wkurzyły.
Hnatiuk
kilka lat pracował przy produkcji kwasu fosforowego, tam, gdzie podobno
jest najgorzej. Ale on na zdrowie nie narzeka i nawet na emeryturę się
nie spieszy, choć ma taką możliwość od trzech lat.
- Czy może
szkodzić coś, dzięki czemu roślinki tak pięknie rosną? – pyta
przekornie.
Nawet
ryba bierze
Roślinki
rosną nawet pod hałdą. I to nie byle jakie, bo pszenica. Po żniwach
będzie z niej chleb. Rolnik, który ziemię dzierżawi od Fosforów, też
pewnie będzie go jeść.
- Na pieczywie nie ma oznaczeń, skąd
zboże i mąka pochodzi – zauważa Kazimierz Koral, który mieszka
nieopodal.
Koral
jest żeglarzem, ziemi nie uprawia. Warzywa kupuje od sąsiadów, którzy
mieszkają parę kilometrów dalej, bo lepiej dmuchać na zimne. Za dużo
ludzi dokoła umiera. Rodzice żony zmarli i jej pierwszy mąż. Rak albo
niewydolność krążeniowa.
W ogrodzie kwitną
niezapominajki, forsycje i wiśniowe drzewka.
- Jedzą państwo
te wiśnie?
- Jemy – przyznaje niechętnie. – Żal wyrzucać.
Do
hałdy jakieś 300 metrów.
Na
zboczach zieleni się młoda trawa. Na tych odpadach z oczyszczalni
Wschód, które tu zwożą ciężarówkami, nawet nieźle rośnie. Ekolodzy
przypominają, że w odpadach są metale ciężkie, bakterie i wirusy,
groźne dla gleby i ludzi.
 Andrzej Nikholz:
- Nie piję, nie palę, a przez ten zsyp za rzeką czuję się otępiały. |
Pan
Edward, który mieszka po sąsiedzku, nie zamierza o tym rozmawiać.
-
Hałda przeszkadza tym, którym się robić nie chce! – w końcu z siebie
wyrzuca. – Mnie ona nie szkodzi, a jestem tu od urodzenia, od 1954
roku. Syn też zagrożenia nie widzi, skoro mi z miasta dzieci podrzuca.
No
bo tak: Gdyby to była trucizna, to jaskółki nie wiłyby na niej gniazd,
a lisy nie kopały nory. Wszystko, co żywe by wymarło. Także – w Martwej
Wiśle, która jest 50 metrów dalej. A prawda jest taka, że ryby w
pobliżu góry biorą najlepiej. Sandacz i okoń.
Kolejny
mieszkaniec Wiślinki nas przegania. Podobnie jak pracownik Fosforów,
pracujący po sąsiedzku.
- To przez dziennikarzy całe
zamieszanie! – wykrzykuje. – Dajcie nam spokojnie pracować. Dajcie nam
żyć.
Woda w rowach melioracyjnych jest spieniona i zielona jak
trawa. Ale dziś nikt w pobliżu hałdy nie hoduje bydła i kur.
-
Kury padały jak muchy – ktoś wspomina. – Opuszczały skrzydła,
przewracały się. Nóżki miały miękkie, jak z plasteliny.
Ptactwa
w zagrodach nie widać, ale polem przebiega… bażant.
Kto tu truje
Wysoka
ta góra. Ile ma dokładnie metrów – niewiadomo, bo obie strony konfliktu
przykładają do niej inną miarę. Ekolodzy twierdzą, że hałda
przekroczyła pięćdziesiąt metrów i z każdym tygodniem rośnie, Fosfory –
że ma raptem czterdzieści, a więc brakuje jej metra do wyznaczonej
przez urzędników dopuszczalnej granicy.
- Mocno
ograniczyliśmy
sypanie fosfogipsów – zapewnia Jan Wyganowski, zastępca dyrektora ds.
technicznych w GZNF. – Kiedyś składowaliśmy tam 600 tysięcy ton
rocznie, teraz tylko 179 tysięcy ton. Przechodzimy powoli na produkcję
bezodpadową. W przyszłości będziemy kwas fosforowy importować. Bo to
składowisko jest praktycznie wypełnione, trzeba je tylko odpowiednio
wyrównać i ukształtować. Wojewoda wydał decyzję o zamknięciu hałdy do
2009 roku, na pewno damy radę.
Z raportu Greenpeace:
„Monitoring
Greenpeace wykazał, że w kwietniu 2007 roku ilość fosfogipsów
trafiających na hałdę zwiększyła się trzykrotnie”.
Raport,
wraz
z listem otwartym, trafił do Fosforów i Ciechu SA, właściciela
zakładów. Trafił też do wiadomości wojewody pomorskiego.
- Na
razie
dostaliśmy odpowiedź tylko od wicewojewody Piotra Karczewskiego – mówi
Łukasz Supergan z Greenpeace. – Zaproponował spotkanie w przyszłym
tygodniu. Fosfory nie ustosunkowały się ani do raportu, ani do
dotychczasowych wypowiedzi.
Jan Wyganowski:
-
Na pewno
odpowiemy. Te zarzuty są krzywdzące. Fosfogipsy nie są niebezpieczne,
mutogenne i rakotwórcze. Nie ma w nich przekroczeń fluoru i nie ma
uranu. Hałda nie pyli i nie przecieka. W jednym miejscu się zdarzyło,
gdy z powodu cofki poziom wody w Martwej Wiśle wzrósł o półtora metra.
Dyrektor
Wyganowski narzeka na dziennikarzy, którzy tworzą psychozę strachu.
-
Gdy ktoś mówi, że Fosfory trują, to mnie to osobiście boli – wyznaje. –
Pracuję w zakładzie od 40 lat. Nie choruję.
Przypomina
też, że gór z fosfogipsu jest w Polsce więcej. Ta w Policach jest
dziesięć razy wyższa.
- A Amerykanie taką górkę jak nasza
usypują w ciągu pół roku - zauważa.
Kamil
Leński z Nieformalnej Grupy Inicjatywnej „Fosfi”, która powstała , z
inicjatywy mieszkańców Wiślinki, Cedr i Wyspy Sobieszewskiej:
-
Nie
żądamy zamknięcia zakładów, nie występujemy przeciwko pracownikom. Ktoś
chce nas z nimi skłócić, straszy, że pójdą bruk. Oni sobie doskonale
poradzą bez hałdy. Zresztą niebawem prawo unijne ich do tego zmusi.
Domagamy się więc, by Fosfory przeszły na produkcję bezodpadową. Żeby
hałda przestała rosnąć. Fosfory chcą jednak przeciągać sprawę w
nieskończoność. Najpierw tłumaczyły, że trzeba górę zaokrąglić, teraz,
że trzeba zasypywać szczeliny. Wyszukują różne prawne kruczki.
 Pracownicy
Fosforów nie chcą rozmawiać. - Dajcie nam spokojnie pracować -
wykrzykują. |
Andrzej
Gwiazda, który wspiera ekologów:
-
Myśleliśmy, że gdy przełamiemy monopol komuny, wiele spraw da się
załatwić. Ale okazało się, że w takich sprawach jak ochrona środowiska
czy ochrona zdrowia, dziki kapitalizm jest równie skuteczny jak
komunizm. Interesy właściciela odbywają się kosztem społeczeństwa.
Teraz uzyskało to nazwę: koszty zewnętrzne, za które firma nie płaci.
Trzeba się plecami odwracać
Po
drugiej stronie Martwej Wisły – Wyspa Sobieszewska. Z ul.
Przegalińskiej hałdę widać jak na dłoni. Ale mieszkańcy wolą o niej nie
rozmawiać. Takie gadanie odstrasza turystów i nabywców działek. Stąd
tylko kawałek do morza.
Andrzej Nikholz nie ma nic do
stracenia.
-
Tylko zdrowie – uściśla. – Nie piję, nie palę, a czuję się otępiały. To
powoduje trucizna z tego zsypu za rzeką. Tato chorował na płuca i
umarł. Dwóch sąsiadów też umarło.
Łukasz Supergan z
Greenpeace:
-
Domagamy się kompleksowych badań dla Wiślinki i okolic. W czerwcu ub.
r. apel w tej sprawie poparło 19 pomorskich parlamentarzystów, od LPR
po SLD. Został on całkowicie zlekceważony.
Sobieszewska
Pastwa, dawniej pegeer. Cisza, spokój, sielanka.
-
Niestety, ta przeklęta hałda pyli – skarży się Stanisława Piotrowska,
lat 68. – Gdy wiatr wieje, to trzeba się plecami odwracać. Odczuwam to
na oskrzelach. Źle się czuję, lekarze stwierdzili rozedmę płuc. Mąż
zmarł na serce.
Syn Mariusz:
- Przedpiekle,
mówią o Pastwie.
Ale ja się tej hałdy specjalnie nie boję. A rybkę z naszej Wisły wolę
niż morskiego dorsza. Tylko wkurzają mnie chłopaki z barek, wożących
fosfogipsy. Potrafią wrzucać resztki odpadów wprost do wody.
Andrzej
Nikholz:
- Przyjedźcie zimą. Zobaczycie, że u nas nawet śnieg
jest zielony.