Podajnik raka. Potwór z
fosforu
Magdalena Grzebałkowska, współpraca Tomasz Rykaczewski 29-05-2005 ,
ostatnia aktualizacja 25-05-2005 15:50
Dlaczego nas nie badacie?! Czekacie,
aż góra nas zabije?
"Kochana mamo, bawimy się dobrze, Kasia znalazła piękną muszelkę. Ja
zajadam się rybami. Tylko Jacek ma coś ze skórą i oddychaniem, bo wpadł
do fosy przy jakiejś hałdzie (z vlepki na przystanku autobusowym w
Wiślince).
Czterdzieści osiem metrów wysokości. Cudo. Niżej Żuławy - płaskie jak
flądra. Spod taśmociągu widać Wyspę Sobieszewską, za nią linię morza i
statki wpływające do portu. Ludzie we wsi Wiślinka na dole jak
mróweczki.
Alina Socha, która ma brązowe pieńki zamiast zębów, wysyła właśnie
dzieci na lekcje. Po południu idzie ze średnim synem do dentysty, bo
chłopak ma paradontozę i krwawią mu dziąsła. Potem pojedzie na cmentarz
do dwóch braci i ojca, którzy w jednym roku zmarli na raka płuc.
Jej sąsiadka, 80-letnia Helena Maro niesie przez podwórko zupę dla
syna. Odkąd wycięli mu raka i wsadzili rurkę w krtań, jest bezradny jak
małe dziecko.
Starszy pan w domu na lewo wyszedł na ganek. To Bogusław Plewczyński.
Wygrzewa się na słońcu. Nie ma wiele do roboty, od czasu gdy padły mu
wszystkie zwierzęta.
Za drogą uczniowie biegną do szkoły. Wszyscy mają za dużo fluoru i
ołowiu we krwi, zbyt słabe kości, obolałe stawy i plamy na zębach.
Kilka kilometrów za wsią wychylają się wieże kościoła Mariackiego w
Gdańsku. U stóp góry wije się Wisła.
Rozdział I. O czasach, gdy góry
jeszcze nie było
1950. To ma być chwilowe miejsce zamieszkania. Stara, drewniana chata
po niemieckich rybakach. Wokół trzciny, okopy i żelastwo po żołnierzach
z wojny. Wszędzie daleko. Z Wiślinki do Gdańska nie ma żadnej
komunikacji. Helena Maro zakochuje się w robotniku pracującym w porcie
na pogłębiarce, wychodzi za mąż. - Na razie tu zostajemy - mówią.
Wstawiają okna w chacie, rodzi im się dwóch synów i trzy córki. 320
metrów od ich domu w ziemi jest wielki dół. Wyrobisko gliny dla
pobliskiej poniemieckiej cegielni. W ceglanym osiedlu mieszkają
robotnicy. Mają sklep, dom kultury, raz w miesiącu kino i teatr.
1959
Bogusław Plewczyński, rolnik spod Radomia, znajduje swoje miejsce na
ziemi. We wsi Wiślinka kupuje XVIII-wieczny poniemiecki dom od
repatriantów zza Buga. Sprowadza żonę, małego syna i kilka par norek.
Mieszkają niedaleko Gdańska, cztery kilometry od morza, kilkaset metrów
od Wisły. Wiślinka leży na depresyjnych Żuławach, gdzie woda często
zalewa pola. Ciężko uprawiać zboże, lepiej utrzymywać soczyste łąki.
Rolnik cieszy się, bo to idealne miejsce do hodowli. Kupuje krowy. Jego
żona rozmnaża norki i szyje z nich eleganckie futro. Latem chodzą na
wał nad Wisłę, palą ognisko, pieką kiełbaski. Z przepływających rzeką
turystycznych statków dobiega muzyka.
1969
Glina w Wiślince się kończy. Najgłębsze wyrobisko ma dziesięć metrów
głębokości. Cegielnia przestaje pracować, a kraj właśnie rozpoczyna
walkę na polu chemizacji rolnictwa. Gdańskie zakłady produkujące kwas
siarkowy przestawiają się na wytwarzanie nawozu sztucznego -
superfosfatu. Na tonę wyprodukowanego nawozu przypada pięć ton odpadu -
fosfogipsu. Rocznie - 600 tysięcy ton. Trzeba to gdzieś składować. Ktoś
wpada na pomysł zasypania fosfogipsem wyrobiska w Wiślince.
Pierwsze barki z odpadem odpływają z nabrzeża Gdańskich Zakładów
Nawozów Fosforowych "Fosfory". Zgodnie z pozwoleniami hałda odpadów
może urosnąć najwyżej do 18 metrów.
1969
Bogusław Plewczyński zarzuca hodowlę krów na rzecz owiec. Jego stado
liczy 120 zwierząt. Jest zadowolony. Przy owcach mniej pracy, a zysk
taki sam. Zdobywa drugie miejsce w regionie w hodowli tryków. Stado
pasie się na polach wokół zasypywanej dziury po gliniance.
1974
Mieszkańcy Wiślinki, najbliżej wyrobiska, skarżą się na zdrowie. Pył z
fosfogipsu drażni gardła, wysusza oczy. Dzieci wciąż chorują na
zapalenie oskrzeli, dorośli mają chrypę. Powiadamiają władze,
przyjeżdżają dziennikarze. Zapada decyzja, że zostaną wysiedleni.
1976
Nad drogą do starej cegielni unosi się kurz. Ciężarówki ruszają jedna
za drugą. Stoły, szafy, powiązane sznurkami garnki jadą z właścicielami
na nowe gdańskie osiedla.
Helena Maro nigdzie nie jedzie. Podnosi z podwórka martwą kurę. Kolejną
w tym miesiącu. Podobne kłopoty mają sąsiedzi. Od kilku lat kury w
Wiślince żyją najwyżej rok, wypadają im pióra. Nie można ich nawet
zjeść, bo po rozkrojeniu wątroba rozpada się w rękach jak stary
materiał, a płuca i nerki są upstrzone żółtymi naroślami. Krowy nie
chcą się cielić, dają mało mleka, koniom i owcom brązowieją zęby.
Dorosła córka sąsiadów całkowicie wyłysiała, lekarze nie znajdują
przyczyny.
Helena patrzy na ciężarówki. Fosfory wysiedlają osiedle po starej
cegielni. Koparki już zrównały z ziemią pierwsze z wysiedlonych domów.
Zakopuje martwą kurę. Wraca do domu, otwiera okno. Patrzy na hałdę
fosfogipsów.
Góra ma już ponad 15 metrów.
1979
Weterynarze wezwani do stada owiec Plewczyńskiego nie wiedzą, jak mu
pomóc. Zwierzęta chorują, a rolnik zauważa, że najlepiej trzymają się
owce sprowadzone spoza Wiślinki. Jednak ich potomstwo jest już słabsze,
nie dorasta do odpowiedniej wagi. Kolejne pokolenia rodzą się
zwyrodniałe. Jagnięta mają narośla na stawach i bardzo miękkie kości.
Nie mogą stanąć na kopytkach. Opierają się na kolanach. Niektóre sztuki
rodzą się martwe.
Weterynarze każą karmić zwierzęta witaminami, podawać specjalne karmy,
podejrzewają u owiec pasożyty, podają antybiotyki. Nic nie pomaga.
Padłym sztukom robią sekcje zwłok. Zwierzęta mają uszkodzone nerki i
serca. Gospodarz likwiduje hodowlę. Dochodzi do wniosku, że winę za to
ponosi hałda fosfogipsu. Góra sięga wtedy 18 metrów.
Rozdział II. O składzie chemicznym
góry
Zawartość hałdy fosfogipsu zależy od miejsca wydobycia surowca. Ale w
każdym fosfogipsie około 5 procent to różne nieczystości, m.in.
promieniotwórczy rad, uran, fluor, rtęć, kobalt, cynk i ołów.
Fluor to chyba najgorszy pierwiastek w tym towarzystwie. Jest gazem,
truje, drażni drogi oddechowe, wyżera szkło i koroduje
najszlachetniejsze metale. Jego nadmiar powoduje fluorozę. Fluor wpycha
się na miejsce wapnia, kruszy i zmiękcza kości, odziera zęby ze
szkliwa, sprawia, że stają się brązowe i wypadają. Wdychany drażni
drogi oddechowe, uszkadza trzustkę, wzmaga cukrzycę. Jest kompletnie
niepotrzebny w pastach do zębów. Wystarczy wypić dziennie dwie herbaty,
żeby uzupełnić zapas fluoru. Działa otępiająco (podobnie jak brom),
jest składnikiem wielu środków psychotropowych. Różnica między dawką
toksyczną a nieszkodliwą jest bardzo mała i praktycznie niemożliwa do
ustalenia. 5 gramów fluoru to dawka śmiertelna (ale można też umrzeć od
3 gramów).
Góra fosfogipsu w Wiślince dziś waży 16 milionów ton. Około 3 procent
jej zawartości stanowi fluor, to ponad 300 tysięcy kilogramów. Można
nim zabić 60 miliardów ludzi.
Nawóz fosforowy uzyskuje się ze skały fosforytowej poddanej reakcji
chemicznej z kwasem siarkowym. Efekt to kwas fosforowy i uboczny
produkt - uwodniony siarczan wapnia, czyli fosfogips. W USA, które
produkują najwięcej nawozów na świecie, leży już 900 milionów ton
fosfogipsu. W Polsce mamy kilkadziesiąt milionów ton i przybywa rocznie
2,5 miliona.
Rozdział III. O czasach, gdy górę już
widać z każdego okna w Wiślince
1980. Bogusław Plewczyński pije rano kawę, wkłada najlepszy garnitur i
jedzie do sądu na rozprawę z Gdańskimi Zakładami Nawozów Fosforowych.
Domaga się odszkodowania za utracone zwierzęta i brak zysków z
zamkniętej hodowli. Jest suchy, słoneczny dzień. Wieje od strony góry.
Liście drzew na podwórku gospodarza pokrywa żółtawy pył. Fosfory w
sądzie nie przyznają się do zatruwania zwierząt Plewczyńskiego,
weterynarze kroją kolejne zwierzęta i szukają przyczyn chorób,
specjaliści pobierają wodę z kranu i ze studni, zbierają do badań
rośliny z łąk.
1982
Na zębach pojawiają się jasne plamki. Alina Socha przegląda się w
lustrze. Nie ma się czym przejmować. Wszystkie jej koleżanki tak mają.
Idzie na randkę. Narzeczony Aliny pracuje przy taśmociągu na hałdzie.
Chłopak z perspektywami. Pewna praca, wczasy pod gruszą, służbowe
mieszkanie. W 1984 roku rolki taśmy zmiażdżą mu głowę.
1982
Góra potrzebuje przestrzeni. Przekroczyła już 25 metrów wysokości,
zajęła 34 hektary. W 1981 roku Fosfory proszą wojewodę o zgodę na
podwyższenie hałdy.
Hydrolodzy z Politechniki Gdańskiej badają górę. Ustalają: hałda może
osiągnąć 41 metrów, ale będzie bardziej pylić i pogorszy jakość wód.
Odkrywają też, że woda spływająca z hałdy z fosfogipsami miesza się z
wodą w rowach melioracyjnych i wypływa na pola. Rowy biegną kilometrami
przez całe Żuławy. Wojewoda - generał Mieczysław Cygan - nie zgadza się
na podniesienie hałdy. Według informacji, którymi dysponuje, ziemia i
wody w Wiślince są już zanieczyszczone, składowisko jest źle
zaprojektowane i eksploatowane.
Inspektor sanitarny wyznacza 500--metrową strefę ochronną dla hałdy.
Znalazła się w niej Helena Maro, Alina Socha i ich sąsiedzi. Mają być
wysiedleni.
W 1982 roku Fosfory odwołują się do Warszawy. Przedstawiciel
Ministerstwa Przemysłu Chemicznego i Lekkiego osobiście odwiedza
wojewodę Cygana. O czym rozmawiali, nie wiadomo. Po spotkaniu wojewoda
ustępuje. Góra może rosnąć, strefa ochronna zmniejsza się do 300
metrów. Helena Maro i Alina Socha są teraz kilka metrów za strefą.
1983
Poniemiecka chata Heleny Maro rozwala się. Trzeba zrobić remont. Helena
chce zamurować okno, które wychodzi na żółtą górę. Kiedy wieje z tamtej
strony, a okna są otwarte, na meblach zbiera się pył. Władze gminy nie
pozwalają na remont. - Przecież zaraz stąd was wywiozą - tłumaczą w
urzędzie. - Na truciźnie śpicie.
1983
"Komitet Ochrony Środowiska Zatoki Gdańskiej i Wyspy Sobieszewskiej do
Ob. Prezesa Rady Ministrów Gen. Armii Wojciecha Jaruzelskiego.
Katastrofa ekologiczna zagraża epidemią ludności tubylczej. Od władz
otrzymujemy odpowiedzi pokrętne, że zawiniła »poprzednia ekipa «. Na
naszym terenie narasta nieufność do władzy i niewiara w ludowładztwo
PRL. Znowu błędy za błędami, byle był doraźny efekt, a rowami rozpływa
się po Żuławach radioaktywna trucizna.
Obywatelu Premierze! Rozumiemy trudną sytuację, brak dewiz, ale
stosowanie zdrowego rozsądku nic nie kosztuje".
1984
Helena Maro żegna się z sąsiadką zza płotu. Szczęśliwa, bo jej
gospodarstwo zmieściło się w strefie. Wyjeżdża do nowego mieszkania w
mieście. Helena zaczyna remont domu. Zamurowuje okno. Przestaje chodzić
z rodziną kąpać się w Wiśle, bo po kąpieli mają cały czas wysypkę na
skórze.
Alina Socha ma 25 lat i jest już wdową. Fosfory obiecały za śmierć męża
służbowe mieszkanie, ale nigdy go nie dostanie. Jej zęby zaczynają
nabierać ciemnożółtej barwy. Sanepid zawiadamia mieszkańców Wiślinki,
że woda w studniach nie nadaje się do picia. Ma biały kolor i zbyt duże
stężenie fluoru. Przez najbliższe dwa lata ludzie będą jeździć 3
kilometry na rowerach z wiadrami po dobrą wodę.
1986
Sąd uznaje racje Bogusława Plewczyńskiego. Nakazuje Fosforom płacić mu
odszkodowanie w wysokości rocznych dochodów, jakie przynosiłaby hodowla
owiec.
Rozdział IV. O anomalii żuławskiej
Już na początku XX wieku niemieccy naukowcy odkryli, że wody w
okolicach Gdańska zawierają zadziwiająco dużo fluoru. Polacy powtarzają
badania w 1949 roku. Brakuje im odczynników, ale udaje się stwierdzić,
że w studniach na Żuławach i w Gdańsku fluor w wodzie przekracza nieco
normę. Ale nie dotyczy to okolic Wiślinki. Nazywają zjawisko anomalią
żuławską. Nie ma prac naukowych z tamtych czasów opisujących stan
zdrowia zwierząt i ludzi pijących taką wodę. Dziś Fosfory tłumaczą
wszystkie choroby ludzi tą właśnie anomalią.
Rozdział V. O czasach, gdy góra
przestała być trująca
1990
Fosfory trafiają na listę 80 zakładów najbardziej uciążliwych dla
środowiska w kraju stworzoną przez Ministerstwo Środowiska.
1991
Lekarz Jerzy Jaśkowski z Poradni Ekologicznej Wojewódzkiego Ośrodka
Medycyny Pracy i Katedry Biofizyki Akademii Medycznej w Gdańsku patrzy
z niedowierzaniem na tabele przysłane przez Instytut Onkologii w
Warszawie. W Polsce w ciągu roku choruje na raka 140 osób na 100
tysięcy, ale Gdańsk przoduje. Tu choruje 248 ludzi na 100 tysięcy.
Doktor Jaśkowski postanawia znaleźć przyczynę.
1992
Alina Socha znów jest mężatką. Kiedy jej piąte dziecko przychodzi na
świat, ona wypycha językiem kilka brązowych zębów, jej ojciec i dwaj
bracia zaczynają mocno kaszleć, a starszy syn przewraca się na rowerze.
Zwykłe zadrapania na kolanach nie goją się przez dwa tygodnie.
Zmieniają się w rany, ropieją i krwawią. Alina nie wpada w panikę. To w
Wiślince zwykła rzecz. Wszystkie dzieci tak mają. Świniaki, które
trzyma w obórce drugi mąż Aliny, żyją najwyżej pół roku.
1992
Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych stają się spółką skarbu państwa i
powiadamiają Bogusława Plewczyńskiego, że nie będą mu już płacić
odszkodowania, bo fosfogipsy nie są trujące. Gospodarz znów idzie do
sądu. Sędzia uważa, że rolnik musi dowieść, że nadal nie może prowadzić
hodowli.
Góra ma już ponad 30 metrów.
1993
Być może przyczyną raka w Gdańsku jest ołów. Doktor Jaśkowski bada
dzieci z regionu. Zakłada, że najwięcej ołowiu we krwi powinni mieć
uczniowie z centrum miasta, a najmniej z zielonych okolic Wyspy
Sobieszewskiej, w tym z Wiślinki. Okazuje się, że jest w błędzie.
Najwięcej ołowiu mają w sobie dzieci żyjące niedaleko hałdy. A cała
badana grupa z Gdańska ma go więcej niż dzieci ze Śląska. W hałdzie
jest też fluor. Jerzy Jaśkowski zamierza zbadać jego zawartość w moczu
u dzieci z różnych dzielnic.
1994
Kilka kóz, kozioł i kury będą eksperymentalnym stadem Bogusława
Plewczyńskiego. Gospodarz kupuje je i zamierza trzymać w takich samych
warunkach jak owce z lat 70.
W ciągu trzech miesięcy na raka płuc umierają ojciec i dwaj bracia
Aliny Sochy.
Helena Maro znajduje młodszego syna martwego pod płotem. Jest pobity,
ma w głowie dziurę. Jako przyczynę zgonu lekarz wpisuje zawał serca.
1995
Marzec. "Szkoła w Wiślince zwraca się do Poradni Ekologicznej
Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Gdańsku o opracowanie raportu o
stopniu wpływu środowiska na stan zdrowia dzieci z obwodu szkoły".
Maj. "Zwracam się z prośbą o wykonanie badań specjalistycznych na
zawartość fluoru i metali ciężkich w organizmie dzieci naszej szkoły.
My, pedagodzy i rodzice, prosimy o podjęcie problemu stanu zdrowia
dzieci i młodzieży. Po badaniach lekarskich stwierdzamy, że około 70
proc. dzieci ma schorzenia układu kostnego. Większość ma również
przebarwienia i plamy na zębach". (31 podpisów)
Czerwiec. "Informuję, że zawieszam badania dzieci na terenie szkoły w
związku z decyzją Urzędu Gminy" (dyrektor). Urząd gminy nigdy nie
odpowie, dlaczego nagle zabronił badań. Ksiądz z parafii na Wyspie
Sobieszewskiej udostępnia pomieszczenia przy kościele lekarzom z
Poradni Ekologicznej. Czterdzieścioro dzieci z Wiślinki oddaje do
badania krew i mocz. U każdego z badanych uczniów poziom ołowiu i
fluoru jest powyżej normy. (Norma to 0,2-0,5 mg na litr moczu. Dzieci
mają od 2 do 8 mg, u niektórych dochodzi do 12 mg). Wszyscy mają
widoczną fluorozę, krzywicę i zapalenie górnych dróg oddechowych.
Październik. "Decyzja Wojewody Gdańskiego Macieja Płażyńskiego.
Powołuje się komisję do określenia skutków oddziaływania hałdy odpadów
fosforowych w Wiślince na mieszkańców sąsiednich okolic".
Wniosek o powołanie komisji składa dr Jaśkowski. Zaprasza do współpracy
pediatrę, stomatologa, psychologa i ortopedę z Akademii Medycznej w
Gdańsku. Komisja liczy 13 osób.
1995
Wóz transmisyjny ustawia się przed szkołą w Wiślince. Pada deszcz, więc
ludzie wchodzą do środka za reporterem gdańskiej telewizji. Matka
10--letniego ucznia podciąga mu nogawki. Z ran na nogach sączy się
krew. Mówi, że lekarze radzą jej wyprowadzić się ze wsi. Jej mąż od
roku ma raka krtani, po operacji założono mu plastikową rurkę w krtani.
Operator zbliża obiektyw do kolana chłopca. Bogusław Plewczyński
podsuwa reporterowi pod nos dokumentację z ostatnich lat.
Niewysoki mężczyzna w tureckim swetrze nawołuje do kamery władze gminy
i województwa o ratunek dla wsi. - Czemu nas nie badacie?! Czekacie, aż
góra nas zabije i wymrzemy?
Dyrektorka szkoły, w białym kołnierzyku, stoi na tle gazetki ściennej,
na której uczniowie powiesili artykuły o fluorze i ołowiu. - Z Poradni
Pedagogiczno-Psychologicznej w Pruszczu Gdańskim dostałam zalecenie
obniżenia wymogów dla jednej trzeciej uczniów - mówi.
Głos dziennikarza zza ekranu informuje, że naukowcy amerykańscy
stwierdzili, że ołów i fluor w mózgach dzieci obniża ich sprawność
psychomotoryczną i problemy z koncentracją.
1995
Za rzeką, na wyspie, powstaje Stowarzyszenie Miłośników Wyspy
Sobieszewskiej. W wydawanej przez siebie gazecie postulują likwidację
hałdy.
1996
Eksperymentalnym kurom Bogusława Plewczyńskiego wypadają pióra, kozom
brązowieją zęby. Gospodarz kroi na stole w kuchni padłe ptaki. Mają
narośle na wątrobie i nerkach. Odwiedzają go inżynierowie produkcji z
Fosforów. Piją kawę i idą zobaczyć wnętrzności.
- Pewnie robaki miały te kury - zgadują. O hodowli dowiadują się
pracownicy Zakładu Higieny Weterynarjnej w Warszawie. Proszą Bogusława
Plewczyńskiego o dostęp do zwierząt. Stwierdzają, że kury cierpią na
łamliwość grzebieni i wypadanie piór, mają za niską wagę i krańcowe
wyniszczenie organizmu. "Kości mostka wykazują niezwykłą miękkość,
można je owinąć wokół palca".
Wszystkie zwierzęta cierpią na przewlekłą fluorozę, poziom fluoru w ich
kościach jest dziesięć razy wyższy niż u kur w innych rejonach Polski.
Weterynarze wydają konkluzję na piśmie. W badanym rejonie i w
gospodarstwie Bogusława Plewczyńskiego występuje znaczne skażenie
fluorem. Oprócz zwierząt narażeni są ludzie. Powinno się zwiększyć
strefę ochronną wokół hałdy, a ludzi przesiedlić.
1996
Komisja powołana przez wojewodę gromadzi dotychczasowe dane na temat
stanu zdrowia ludzi z Wiślinki. Lekarze pobierają próbki moczu i krwi
od około stu dzieci. Komisji nic więcej nie udaje się zrobić, bo nowy
wojewoda Henryk Wojciechowski z SLD odwołuje ją po trzech spotkaniach.
Powodem jest brak pieniędzy, choć wojewoda nie wydał na pracę lekarzy
jeszcze ani grosza.
Pracownik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego Katarzyna
Głowala informuje dziennikarzy, że nie ma powodów do obaw, bo wyniki
przeprowadzonych badań są dobre. Dzieci są zdrowe.
- Widziała pani te badania? - pytają ją dziennikarze.
- Nie, znam je ze słyszenia.
Jeden z członków komisji mówi anonimowo "Gazecie Wyborczej", że wyniki
badań należą do lekarzy z komisji, bo wojewoda nie zapłacił im za
pracę. - Dlatego nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy informować o
tym urząd - dodaje. Wyniki przepadają, nikt ich więcej nie widzi.
Lekarz wojewódzki pytany o nie przez wojewódzkiego inspektora ochrony
środowiska odpowiada: - Nie ma, nie wiem, gdzie są. Pieniędzy na dalsze
badania też nie ma.
Dr Jerzy Jaśkowski jako jedyny członek komisji postanawia kontynuować
badania dzieci na własną rękę.
1996
Rzodkiewka jest wielkości paznokcia, truskawki wyglądają jak poziomki,
sałata ma dziury w liściach. W ogródku Heleny Maro warzywa usychają
albo są rachityczne. Jej córka, która mieszka w Gdańsku, przywozi matce
raz w tygodniu warzywa i owoce z miasta. Gdańskie Fosfory od roku
należą do firmy Ciech SA.
Góra ma już prawie 50 metrów.
Rozdział VI. O zdrowych czasach
obecnych
1997
W Polsce zaczyna obowiązywać klasyfikacja odpadów. W uchwale Rady
Ministrów z 2002 roku w sprawie krajowego planu gospodarki odpadami w
rozdziale dotyczącym odpadów niebezpiecznych nie ma mowy o
fosfogipsach. Twórcy uchwały nie biorą jednak pod uwagę tego, że 5 do 7
proc. fosfogipsów to trujące zanieczyszczenia.
1998
Waldemar, syn Heleny Maro, ma 47 lat, mieszka w małym domku obok domu
matki. Z kuchni i pokoju widzi hałdę. Jego synowie bawią się codziennie
na swoim podwórku - 320 metrów od góry. Zdarza się, że zdobywają jej
szczyt. Waldemar pracuje w masce przeciwpyłowej przy obsłudze
taśmociągu. Coś go drapie w gardle, ma chrypkę.
Doktor Jerzy Jaśkowski ma dużo pracy. Razem z asystentami spisuje z
ksiąg parafialnych nazwiska zmarłych na nowotwory w Wiślince i
okolicach. Okazuje się, że w latach 90. rak był przyczyną co drugiej
śmierci we wsi. Z kwerendy wynika, że przed powstaniem góry na nowotwór
umierał tylko co dziesiąty mieszkaniec.
Ludzie chorują najczęściej na górne drogi oddechowe.
Lekarze z Poradni Ekologicznej w Gdańsku we współpracy z Polskim
Towarzystwem Medycyny Środowiskowej badają kolejne dzieci z Wiślinki.
Pobierają też krew i mocz od grupy kontrolnej z dzielnic Gdańska,
Malborka, Pelplina, Tczewa i Gniewu. U dzieci z Wiślinki fluor w moczu
przekracza normę kilka razy. Lekarze wysnuwają wniosek, że fluoroza u
dzieci spowodowana jest przede wszystkim koncentracją fluoru w
powietrzu. Pracownicy Urzędu Wojewódzkiego sugerują, że winne są dymy z
komina, które zawierają fluor i które zimą wdychają ludzie z Wiślinki.
Ale okazuje się, że stężenie fluoru w moczu dzieci wzrasta latem, kiedy
w piecach nikt nie pali.
1998
Księga ma 124 strony formatu A5. Ma 11 autorów, w tym 9 magistrów
inżynierów i 2 doktorów. Przedsiębiorstwo Usługowe OIKOS wydaje w
księdze ocenę oddziaływania hałdy na środowisko.
Napisane na zlecenie Fosforów. Wnioski: W latach 80. pylenie hałdy i
jej przenikanie do wód przekraczało CZASEM [podkreśl. red.]
dopuszczalne normy. Ale obecnie fosfogipsy nie pylą na wieś, nie
przenikają do wód, nie promieniują na mieszkańców, nie szkodzą glebie
ani roślinom. Dzikie zwierzęta szczególnie upodobały sobie górę. W jej
ścianach jaskółki wykuwają gniazda, obok zające i lisy tworzą nory, a w
pobliżu pływają kaczki i łabędzie.
Te wnioski pozwalają autorom księgi stwierdzić, że nie występuje
zagrożenie zdrowia ludzi z powodu obecności hałdy. Sugerują, że zdrowiu
mieszkańców może szkodzić anomalia żuławska.
1998
Bogusław Plewczyński na spacerze po swoim nieuprawianym polu tuż przy
górze zauważa, że żółtawa woda z opaski wokół hałdy przelewa się przez
"korki", płynie rowami melioracyjnymi i przedostaje się na pola
uprawne. Zauważa też przeciek przy piezometrach - urządzeniach
kontrolujących stan podziemnych wód wokół hałdy. Pożycza od syna
kamerę. Filmuje to. Odbiera wyniki badań gleby i roślin wykonanych
przez Okręgową Stację Chemiczno-Rolniczą w Gdańsku. Znajduje swoje
nazwisko wśród członków komisji pobierających próbki ziemi. Ale tego
dnia nie było go w domu, z nikim nie szedł na pole po próbki.
Plewczyński zawiadamia prokuraturę o fałszowaniu badań. Przed sądem
pracownicy stacji przyznają, że pomylili się w datach o kilka tygodni.
Sąd umarza sprawę.
1999
Kilkadziesiąt dzieci z Wiślinki wyjeżdża na obóz na Kaszuby. Organizuje
go dr Jerzy Jaśkowski. Uczniowie oddają do badania mocz przed wyjazdem
i po powrocie. Okazuje się, że w ciągu trzech tygodni poziom fluoru w
moczu dzieci spadł o 30 procent. Kobiety z Wiślinki przechodzą badania
na osteoporozę. Ma ją każda.
1999
Co roku Fosfory płacą za korzystanie ze środowiska (składowanie odpadów
i emicję zanieczyszczeń). Do kasy gminy Pruszcz Gdański trafia około
1,5 miliona złotych. Do Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska
prawie 1 mln. Fundusz rozdysponowuje pieniądze dalej. Ale żadne z władz
w regionie nie chce dać ani grosza na dalsze badania dzieci. - Możemy
wystąpić o dofinansowanie badań albo działań profilaktycznych - mówi
Jerzy Karpiński, dyrektor departamentu zdrowia przy urzędzie
marszałkowskim. - Ale to nie należy do naszych obowiązków. Nie możemy
wziąć na siebie odpowiedzialności za zaistniałą sytuację.
Dr Jerzy Jaśkowski wydaje broszurę z zebranymi przez siebie
informacjami na temat stanu zdrowia ludzi w Wiślince. Zaleca powstanie
laboratorium, gdzie matki mogłyby badać dzieci na zawartość fluoru i
ołowiu w organizmie (podaje przykład, że w małej Legnicy podobne
laboratorium już działa). Chce, żeby zaprzestano fluoryzacji w szkołach
i propagowano wśród mieszkańców Trójmiasta i okolic pasty do zębów bez
fluoru (nikt nigdy jego zaleceń nie weźmie pod uwagę).
Na zlecenie gminy Gdańsk rozpoczyna badania na temat stanu wód w
mieście.
2001
Syn Aliny Sochy ma sześć lat. Krwawią mu dziąsła. Chłopiec ma
paradontozę.
2002
Coraz więcej gdańszczan chce się wynieść poza miasto. W okolicach Wyspy
Sobieszewskiej i Wiślinki jest pięknie i tanio. Za metr ziemi na wyspie
trzeba zapłacić około 100 zł. Rolnicy z Wiślinki sprzedają grunty po 15
zł za metr.
Wsi przybywa mieszkańców - z 800 do 1200.
Bogusław Plewczyński ogłasza w prasie, że chętnie odda dwa hektary
swojej ziemi pod hałdą tym urzędnikom z gminy, miasta i województwa,
którzy zajmują się ochroną środowiska i zdrowia w regionie, jeśli
zdecydują się tam zbudować dom i zamieszkać. Nikt się nie zgłasza.
2003
Na część hałdy trafiają odpady z oczyszczalni ścieków po leżakowaniu.
Wcześniej są badane przez sanepid. Czarna masa ma stanowić grunt pod
przyszłą roślinność. Zawartość metali ciężkich w odpadach przekracza
dopuszczalne normy.
2004
Laryngolodzy znajdują w gardle Waldemara Maro narośle. Pobierają
odcinek do badania. Nowotwór złośliwy. Mężczyzna ma 55 lat i jeśli nie
podda się natychmiastowej operacji, pożyje kilka miesięcy. - Nie
zostanę pod tą górą ani chwili dłużej! Wszystkich nas wykończy - woła
jego żona. Zabiera dwóch synów i wyjeżdża do matki.
Mąż idzie na operację. Lekarze usuwają nowotwór krtani, wstawiają
plastikową rurkę. Syn Heleny Maro leży w szpitalu z trzema kolegami,
pracownikami Fosforów.
2004
Pracownicy okręgowej stacji rolniczo-chemicznej znów pobierają próbki
ziemi i roślin do badania. Z pisma, które otrzymuje Bogusław
Plewczyński, wynika, że zebrali z określonych działek buraki i
kukurydzę. Gospodarz się dziwi, bo na jednej z tych działek właśnie
skoszono rzepak, a na drugiej od lat są nieużytki. Zawiadamia
prokuraturę.
Pracownicy stacji zeznają przed sądem, że pomyliły im się działki.
2005
Lekarze odkrywają u córki Heleny Maro takie same narośle w gardle jak u
Waldka.
Rozdział VII. O dowodach na zdrową
górę
Jan Wyganowski, zastępca dyrektora do spraw technicznych w Fosforach,
jest bardzo niezadowolony z mojej wizyty. Uważa, że dziennikarze tylko
mącą. Dwugodzinny wywiad to nieustająca kłótnia.
Jan Wyganowski krzyczy, że hałda nie truje. Kładzie na stole wyniki
badań (twierdzi, że jest ich dwieście, powstawały od początku istnienia
hałdy). Kilka pełnych teczek. Cytuje punkt za punktem:
* Fluor w hałdzie jest nierozpuszczalny w wodzie, w związku z czym nie
przenika do organizmu.
* Pylenie góry jest niewielkie i nie dolatuje do domów w Wiślince. A
to, co spada na 300-metrową strefę ochronną, też jest nietrujące.
n Rolnicy, którzy od lat dzierżawią od zakładów ziemię wokół hałdy,
uprawiają pszenicę i są zdrowi. Z pszenicy powstaje chleb i nikt nie
narzeka.
* Rowy melioracyjne, do których spływa woda z góry, zostały zatkane
"korkami" jeszcze w latach 80. i nic już się nie wylewa na pola.
- To dlaczego ludzie umierają? - pytam. - Dlaczego mają fluorozę, skoro
pana zdaniem nic nie truje w ich okolicy?
Nie wie.
Może przez anomalię żuławską? Może dzieci są niedożywione? On sam
pracuje w Zakładach Nawozów Fosforowych od końca lat 60. i - jak mówi -
jest zdrowy jak byk. Zakłady zrzucają na hałdę już tylko 200 tysięcy
ton rocznie fosfogipsu. Za kilka lat przejdą na produkcję bezodpadową,
górę zasypie się ziemią, zasadzi rośliny. Dyrektor już zaprasza zimą na
sanki, a latem na spacer. Będzie można odpocząć na ławeczkach.
- Mam pomysł - mówię. - Fosfory nigdy jeszcze nie badały ludzi. Dajcie
pieniądze, zbadajcie mieszkańców Wiślinki i raz na zawsze udowodnijcie,
że ludzie nie chorują z powodu hałdy.
Znów się denerwuje. Fosfory nie są od wykonywania badań. Niech każdy
robi to, co mu nakazują procedury. Strefy ochronnej też nie będą
zwiększać i ludzi wysiedlać, bo ustawa o odpadach mówi wręcz o ich
likwidowaniu.
Rozdział VIII. O cudownym ozdrowieniu
i pięknym widoku
1. Szukam ludzi, którzy wystąpili dziesięć lat temu w programie
telewizyjnym i rozpaczliwie prosili o pomoc. Mieszkają nadal w
Wiślince. Inni niż dziesięć lat temu. Obojętni, wrogo nastawieni.
Dyrektorka szkoły podczas rozmowy w sekretariacie przekonuje, że wtedy
nie mówiła nic o obniżaniu wymagań wobec uczniów. Nie ma czasu na
rozmowę, prosi o telefon. Przez dwa kolejne tygodnie przekłada
spotkania.
Mężczyzna w tureckim swetrze, który krzyczał, że góra go zabija, dziś
się z tego śmieje. Bzdury jakieś gadał, tu jest ekologicznie i zdrowo.
Sprzedaje działki ludziom z miasta i nikt mu się nie skarży na
powietrze.
Matka chłopca, któremu nie goiły się rany na nogach, rozmawia przez
płot. Obok jej syn. Są zdrowi, nic im nie dokucza. Z góry nic nie pyli,
a zwierzęta są jak z wystawy. Kury niosą jaja, mleko od krowy bada i
przyjmuje spółdzielnia mleczarska Maćkowy.
Wszystko jest w porządku. W obejściu kręci się jej mąż z rurką w
gardle. Kobieta macha w jego stronę pogardliwie ręką. Mówi, że pił
wódę, to i ma rurkę. Mieszkańcy Wyspy Sobieszewskiej, których od hałdy
dzieli tylko rzeka, śmieją się z plotek o trującej górze. - U nas
turyści zamawiają pokoje już zimą, bo boją się, że miejsc nie będzie.
Przecież ludzie ze stolicy nie przyjeżdżaliby do zatrutego, prawda?
2. Bogusław Plewczyński od 11 lat sądzi się z Fosforami o
odszkodowanie. Raz sąd przyznaje jemu rację, innym razem zakładom.
Teraz odwołuje się od wyroku z grudnia 2004, w którym sąd przychylił
się do racji Fosforów.
Alina Socha, lat 45, jest na rencie. Helena Maro jak na 84 lata jest
krzepka i czuje się dobrze. Jej dzieci chorują, są słabsze. Boi się
myśleć, co będzie z wnukami. Modli się za nie.
3. Próbuję znaleźć zaginione wyniki badań komisji powołanej przez
wojewodę w 1995 roku.
Nie wie o nich nikt, w żadnym urzędzie. Kilka lat temu była
reorganizacja wydziałów zdrowia w województwie. Być może papiery
zaginęły podczas przeprowadzki.
Fosfory są nadal na liście zakładów najbardziej uciążliwych dla
środowiska. Nadal też wpłacają pieniądze do urzędu marszałkowskiego za
korzystanie ze środowiska. W ubiegłym roku ponad 2 miliony złotych, w
pierwszym kwartale tego roku prawie 600 tysięcy złotych. Pieniądze
przechodzą do Narodowego Funduszu Zdrowia, do województwa, powiatu i
gminy.
Ze statystyk Pomorskiego Centrum Zdrowia Publicznego wynika, że Gdańsk
i okolice nadal przodują w zachorowalności na raka. Na 100 tys.
mieszkańców na nowotwór choruje 206 osób.
5. Okazuje się, że komuś zależy na Wiślince. Młodzi ludzie z okolicy od
roku wieszają plakaty i vlepki na przystankach autobusowych, prowadzą
stronę w internecie (www.fosfi.prv.pl). Zimą zakleili na drogowskazie
napis "Wiślinka" wyrazem "Hałdzinka". Wisiał prawie miesiąc. Chcą wejść
w kontakt z organizacjami ekologicznymi. Ale wolą pozostać anonimowi.
6. Na hałdę można się wspiąć z dwóch stron. Od strony bramy, gdzie
zaczyna się taśmociąg. Ale tam są psy. Drugie wejście znają dzieciaki
ze wsi, od strony Wisły. Kilka metrów fosy jest tam zasypanych
fosfogipsem. Hałda przecieka tu przez wał ochronny małym strumyczkiem
do Wisły. Wspinam się na górę. Dziwne uczucie, jakbym zdobywała szczyt
na pustyni. Fosfogips jest jak mokra, żółta mąka. Łatwo się po nim
wchodzi, bo nogi grzęzną jak w mokrym śniegu. W palcach skawalone
bryłki kruszą się na pył. Szczyt góry jest płaski, środek przecina
czarna guma transportera. Wieje silny wiatr, fosfogipsowy pył szaleje
jak piasek na plaży.
Niektórzy reżyserzy kręcą tu teledyski w stylu science fiction.
*Alina Socha w rzeczywistości nazywa się inaczej. Nazwisko zmieniliśmy
na jej prośbę
Magdalena Grzebałkowska, współpraca
Tomasz Rykaczewski