Polska pasjonowała się heroiczną walką o wywalenie
z portu holenderskiego statku pełnego azbestu. To gonitwa za pyłkiem na
wysypisku śmieci.
Pod względem zanieczyszczeń środowiska Trójmiasto nie ustępuje
Katowicom. Pod względem zachorowalności i umieralności na nowotwory
wyprzedza Katowice. Wydawanie co roku kasy na przyjazd do Gdańska,
Sopotu czy Gdyni na urlop nie jest niczym innym, jak próbą popełnienia
samobójstwa.
Tak zdrowe powietrze...
Morze, plaża, lasy na obrzeżach, haust powietrza, aby zawartym w nim
jodem podreperować tarczycę. A w powietrzu: dwutlenek siarki, dwutlenek
azotu, tlenek węgla, benzoalfapiren, ołów, substancje smołowe, a przede
wszystkim pył zawieszony PM10. Trójmiasto znajduje się w tzw. strefie C
czystości powietrza. Strefa C zawiera zanieczyszczenia powyżej wartości
dopuszczalnego poziomu stężenia powiększonego o margines tolerancji.
Cząstki pyłu o średnicy mniejszej niż 10 mikrometrów (PM10) mogą wnikać
do płuc. Pył z drobnymi cząstkami sadzy, włókien azbestu, ołowiu i
metali ciężkich może zatrzymać się w oskrzelikach lub przedostać się do
płuc przyczyniając się do powstania choroby nowotworowej.
Roczna ocena jakości powietrza badanej przez Wojewódzki Inspektorat
Ochrony Środowiska wypadła tak, że u wojewody pomorskiego zwołano w
połowie maja 2006 r. spotkanie w celu omówienia działań naprawczych.
Niewiele z tego wynikło. Bo co miało wyniknąć? Władze miały ogłosić
zakaz przyjazdu turystów nad morze w obawie o ich zdrowie?
Ależ prosimy bardzo, prosimy do nas. Dla was morze, plaże, lasy na
obrzeżach, Jarmark Dominikański, fontanna Neptuna, molo im. Jana Pawła
II, żaglowiec Dar Pomorza bujający się przy kei. Dla was ból w klatce
piersiowej, palpitacje serca, skrócenie oddechu, nadmierne zmęczenie,
trudności z oddychaniem, ataki kaszlu.
... czysta woda...
Plaża, morze. Nie ma nic lepszego, niż zanurzyć się po szyję w wodzie,
przedtem poleżawszy na gorącym piaseczku. W wodzie morskiej w Zatoce
Gdańskiej znajduje się nie tylko sól. Wisła dostarcza do zatoki ok. 16
ton ołowiu, 14 ton niklu i 560 ton cynku. Substancje organiczne i
biogenne liczy się w tysiącach ton: azotany, chlorki, siarczany.
Ponieważ wzdłuż polskiego brzegu płynie prąd morski z zachodu na
wschód, a Bałtyk jest płytki, większość tego świństwa zostaje u nas.
Związki te nie podlegają biodegradacji i przemianom fizykochemicznym,
pozostają więc w morzu na długo. Sanepid bada kąpieliska nawet i dwa
razy w miesiącu, wojewódzki inspektor sanitarny w Gdańsku dopuszcza je
do użytku, Urząd Morski monitoruje czystość wód powierzchniowych.
Oczywiście kąpieliska są dopuszczone do użytku, bo dlaczego nie?
Straszyć ludzi? Bez paniki. Jedna z plaż i kąpielisko w Gdańsku
otrzymały w tym roku tzw. Błękitną Flagę przyznaną przez fundację
Ecobaltic, jedną z ekologicznych organizacji pozarządowych. Jest się
czym pochwalić. Wyróżnienie dotyczy 200 metrów z 600-metrowego brzegu.
Czyli ten kawałek jest czysty, a dalej brudno. Czysta woda z brudną w
Bałtyku się nie miesza. W zasadzie co roku można stwierdzić i napisać
to samo. Boć przecież kierunek spływania zanieczyszczeń ani się nie
odwrócił, ani ich masa nie spadła, ani w Bałtyku wody nikt nie
wymieniał.
Ależ prosimy bardzo. Dla was morze, plaże, dorsz smażony, frytki i cały wojewódzki szpital zakaźny, który serdecznie zaprasza.
... piękne widoki...
Morze, plaże, punkty widokowe, z których można oglądać stateczki
wpływające do portu. A tych punktów widokowych całkiem sporo. Wieża
kościoła Mariackiego ma 423 schody. Hałda fosfogipsów ma 50 metrów
wysokości. Hałda jest nad brzegiem Martwej Wisły, jakieś 20 km od
centrum Gdańska w linii prostej. Powstała 38 lat temu. Usypały ją
Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych. Zakład produkuje nawozy.
Wyprodukowanie tony nawozu to 5 ton odpadów. Odpady są składowane w
postaci tej właśnie hałdy. Jest już ich ponad 16 mln ton. Odpady to
metale ciężkie, pierwiastki promieniotwórcze jak uran, rad, fluor.
Hałda wielokrotnie była przedmiotem programów telewizyjnych i artykułów
w gazetach. Na zlecenie wojewody w ubiegłym roku naukowcy z Instytutu
Medycyny Pracy w Sosnowcu mieli zbadać, jak fosfogipsy z hałdy wpływają
na zdrowie ludzi, a naukowcy z Politechniki Gdańskiej, jaki jest stan
środowiska w rejonie hałdy. Długotrwałe działanie tak szkodliwych
substancji, jak np. metale ciężkie, które znajdują się w hałdzie,
negatywnie wpływa na zdrowie ludzi – ogłosili ci z Sosnowca. Nie działa
na środowisko naturalne w sposób ponadnormatywny, jest należycie
zabezpieczona – ogłosili ci z Gdańska. Wojewoda wybrał – rację mają
tutejsi. Bo po co straszyć ludzi i siać panikę? W końcu żyjemy z tą
hałdą już prawie 40 lat.
I prosimy wszystkich do nas, bardzo prosimy. Dla was plaże, morze,
rejsy białą flotą po zatoce, dla was fluoroza, przewlekłe zapalenia
krtani, płuc, oskrzeli, choroby dermatologiczne. |

|
... że nic, tylko umrzeć.
Morze, plaże, okoliczne lasy sprzyjają aktywnemu wypoczynkowi w dzień,
rekreacyjnym spacerom wieczorem. W 2003 r. ogłoszono utworzenie w
Gdańsku pierwszej w Polsce spalarni odpadów niebezpiecznych, która
spełnia wszelkie normy Unii Europejskiej. Spółka Port Service należąca
do inwestora niemieckiego wybudowała ją na bazie używanej,
pięcioletniej instalacji, którą kupiła w Holandii. Budowę popierał
zarząd miasta wbrew negatywnym opiniom komisji ochrony środowiska i
organizacjom ekologicznym. Miasto nie wiedziało i nie wie do tej pory,
jaka jest założona emisja zanieczyszczeń z komina spalarni, jakie
odpady tam trafiają, kto je dostarcza, jaką drogą, jak są składowane na
terenie spalarni. Spalarnia w założeniach miała przetwarzać 20 tys. ton
odpadów rocznie, w tym rozpuszczalniki, szlam z farb i lakierów,
chemikalia laboratoryjne. Spalarnia de facto nie zaczęła działać.
Działała 16 dni i się zepsuła. Stoi do tej pory. Mimo to przyjmowano
tam tysiące ton odpadów. Co się z nimi działo i dzieje, nikt nie wie.
Ostatnia kompleksowa kontrola odpowiednich służb w spalarni odbyła się
w roku 2004. Spółka Port Service ma w planach sprowadzenie
kilkudziesięciu tysięcy ton niebezpiecznych odpadów z Niemiec. Co z
nimi zrobi, diabli wiedzą. Lokalne gazety wydają pomruki
niezadowolenia, ale nikt się tym nie przejmuje. Po co straszyć ludzi i
siać panikę?
I prosimy wszystkich do nas. Czyste plaże, czysta woda, czyste
powietrze. I czysta jedyna w Polsce, zgodna z normami UE, spalarnia
śmieci.
24 lutego – pierwszy alarm: płynie do Gdańska holenderski parowiec
Rotterdam, wiezie w swoich bebechach kilkadziesiąt ton zabójczego
azbestu; Urząd Morski: nie pozwolimy wejść do portu!
27 lutego – wpłynął; Urząd Morski: wpuściliśmy, dokumenty mieli w
porządku; wojewoda: zlecam natychmiastową kontrolę; komisja nie zdołała
wejść na pokład, bo zabrakło odpowiedniego trapu, kilka godzin czekali
na mrozie i poszli
29 lutego – kontrola weszła, bo trap się znalazł; „Statek, jak statek” – stwierdziła
2 marca – wojewoda: jak chcecie remontować, to w stoczni, a nie na nabrzeżu portowym
3 marca – Urząd Morski: jak będą regularnie płacić za postój w porcie, to nie możemy ich wyrzucić
marzec – azbest czeka
kwiecień – azbest czeka
28 kwietnia – kilkudziesięciu funkcjonariuszy straży granicznej
założyło chroniące przed toksynami kombinezony i weszło na pokład
statku; w ładowniach odkryli worki ze śmieciami, także trującymi
9 maja – wojewoda do kapitana statku: odpłyńcie
16 maja – Stocznia Gdańska do kapitana: remontujcie u nas!
26 czerwca – Urząd Morski: opuszczajcie polskie wody terytorialne do 10 lipca
18 lipca – minister gospodarki morskiej: niech zostaną, bo trzeba pomóc stoczni zarobić
19 lipca – wojewoda: wszczynamy postępowanie egzekucyjne
24 lipca – jaskółki uwiły sobie na statku gniazda; póki młode się nie
wylegną, nie można go wyrzucić, bo jaskółka jest objęta ochroną
gatunkową
Czy można z tego wysnuć wnioski, że:
1) remont jest szkodliwy w porcie, w stoczni już szkodliwy nie jest?;
2) jaskółka jest pod większą ochroną niż człowiek? |
Autor : Waldemar Kuchanny